poniedziałek, 23 grudnia 2013

świątecznie - cynamonowo :)

Atmosfera świąteczna zawitała i do naszego domu. Od kilku dni pachnie nam cynamonem :) Ciasteczka cynamonowo - miodowe, pieguski, a na koniec szarlotka! Lena dzielnie pomaa w kuchni przy wypiekach :) 
Choinka ubrana, na czubku zamiast tradycyjnej dzicy - aniołek - wykonany? a jakże by inaczej, przez Lenusię :)
Pierwszy rok, w którym Lena nie tylko podawała bombki, ale sama uwieszała ozdoby na drzewku. To nic, że z uporem maniaka chciała powiesic WSZYSTKIE bombki na jednej gałązce :P Najwidoczniej miała jakąś artystyczna wizję, która Tatko jednak ciut skorygował :)

Jutro Wigilia. Rodzinna, kameralna. Potem pierwszy dzień świąt i odwiedzinki najbliższych. Będzie rodzinnie, wesoło i już nie kameralnie :) Ojj, będzie miała Lena przed kim się popisywać :) 
Po świętach Sylwester, Nowy Rok, a wraz z nim zmiany w naszym - mniej więcej - uporządkowanym życiu. Lena idzie do przedszkola. Póki co, jest bardoz pozytywnie nastawiona. Oglądała zdjęcia przedszkolne, opowiadała Tatusiowi, że są zabawki, że są szafki ze znaczkami i że ona - Lenka wybierze sobie najładniejszy znaczek i to będzie jej półka :) a Matka? jak to na wyrodna Matkę przystalo liczy, że dziecko zapal i chęć nie przejdzie :P czas pokaże jak będzie, chociaż myślę, że bardzo dobrze :)

poniedziałek, 9 grudnia 2013

czytanie globalne

Artystyczne zamiłowania Leny (na pewno nie ma ich po mnie, szczególnie tych plastycznych!) podziwiac można już na blogu. Od dni kilku Młoda dzielnie "wyżywa" się twórczo produkując różnego rodzaju ozdoby i kartki świąteczne. Nie tylko pociąg do zabaw plastycznych jest stałym elementem naszego życia. Lena od jakiegoś czasu przejawia chęć do całkowitej samodzielności (w ubieraniu, jedzeniu itp.), pomaga w gotowaniu, kroi warzywa do sałatki, ciastka piecze... 
Jakiś czas temu, Matka zauważyła, że u Dziecka pojawiło się zainteresowanie literkami. Niestety, MAć odpowiedniej wiedzy, żeby Dziecię w świat liter wprowadzać nie posiada... Sama z siebie nie czuła się nawet na siłach, by podjąć się tego zadania. Na szczęście? Od czego mamy Ciocie nauczycielki? :) Ciocia Madzia i Ciocia Joasia, podpowiedziały, naprowadziły, podsunęły temat do lektury. I tak oto Matka wpadla na ślad pewnego bloga poświęconemu właśnie czytaniu globalnemu. I co? Ano jestem pod ogromnym wrażeniem, jak małe dzieci rozpoczynają zabawę z czytaniem. Bo - u 3 latka zabawa to przecież podstawowy element rozkładu dnia. 
Ciekawa bardzo jestem jak Lenie spodoba się przygoda z czytaniem globalnym. Wczoraj, cały wieczór zajmowałam się przygotowywaniem kart do czytania globalnego. Z obrazkami. Ciocia Joasia mówiła na początek o czterech wyrazach. Ja z rozpędu mam przygotowanych... ponad 30 :D ale, nie zginie przecież :P A jeśli Lenie przypadkiem się nie spodoba? To będzie miała obrazki do kolorwania. Chociaż - takiej ewentualności pod uwagę nie biorę. Lena - póki co chętna jest do wszelakiej nauki, o ile proponowane "zabawy" są w odpowiednich porach. 
No nic, pożyjemy - zobaczymy jak to będzie. Wrażeniami i osiągnięciami na pewno będziemy sie chwalić :)

ozdoby świąteczne ciąg dalszy

Produkcja nam kwitnie. Dzisiaj - Aniołek. Tu jednak więcej pracy Mamy, ale więcej zabawy dla Leny :)


Mamy jeszcze choinke w kapeluszu, zdjęcie wrzucimy jutro :) o ile czas nam pozwoli, bo w planach mamy pieczenie ciasteczek - pieguski z czekoladą i z orzechami :) 

niedziela, 8 grudnia 2013

ozdoby świąteczne made by Lena :)

Lena poczuła dzisiaj przypływ artystycznej weny twórczej. Oto efekty:





Bałwan wisi na lodówce. A kartka z choinką? Pójdzie w świat :)

sobota, 7 grudnia 2013

Świąteczny czas

Powoli zbliżamy sie do świąt Bożego Narodzenia. U nas na wsi jeszcze przygotowań do świąt nie widać, ale Kraków to co innego. Galeria Krakowska przyozdobiona, Lena na sam widok oczy szeroko otworzyła. "Mama, ile bombek, Mama jaka wielka choinka". A jeszcze lodowisko od strony Dworca Głównego! Szał! Ale - łyżwy, to my chyba sobie odpuścimy jeszcze w tm roku :)
Lena zachwycona ozdobami świątecznymi. Chyba czas zacząć w domu przygotowywać ozdoby świąteczne. Dziecko będzie miało twórcze zajęcie :)
Efektami na pewno się pochwalimy. A póki co - dziś lub jutro planujemy wypiek ciasteczek cynamonowych (ponoć muszą przed świętami troche poleżeć i mocy urzędowej nabrać, i - zmięknąć trochę).
A na razie - foteczki z wielką choinką :)



Jak widać - Lena bardzej była zainteresowana choinkami i bombkami, lub raczej bombami, bo rozmiarowo to niektóre były większe niż głowa Leny :P, niż pozowaniem do zdjęć :)

piątek, 6 grudnia 2013

Córunia Tatunia :)

Dzisiaj z cyklu jak to córcia w ślady Taty idzie, czyli krótka relacja fotograficzna :)







No, to ściany mamy pomalowane :) jakby ktoś potrzebował kolor zmienić, to Lena chętnie jakim pędzlem czy wałkiem pomacha :P

niedziela, 1 grudnia 2013

dziura w zębie....

Lena z naszym Panem Stomatologiem zaprzyjaźniona jest od bardzo dawna. Raz na czas jakiś daje sobie nawet w paszczę zaglądnąć i przegląd uzębienia zrobić. Raz nawet dała posmarować zęby pastą jakąś taką specjalną, ale po tym "zabiegu" Pan Doktor był czas jakiś na cenzurowanym, bo "nie dobla pasta". Mam nadzieję, że już foch minął, bo czeka nas wizyta u naszego Doktora - Potwora, jak to zwykła mawiać pani Jola, ulubiona pomoc dentystyczna w gabinecie. Lena ma delikatną... hmm.. nie wiem czy to dziurą nazwać można, czy jak... górna dwójka przy dziąśle coś nam się psuje, coś jej tam jakby kawałka szkliwa brakuje. Młoda twierdzi, że ząb nie boli, ale Matka i tak do Dentysty zatarga. Mam nadzieję, że Lena z fotela nie zwieje :P

Poza tym.. pisałam kiedys wcześniej, że Lena obiecuje mi pomoc w kuchni, obiecuje, że będzie ze mna piec ciacha, ciasteczka... a potem? Dziecię zawsze jakies ciekawe zajęcie sobie znajdzie. O tym, że - dla odmiany - tym razem Lena obietnicę spełniła już pisałam. Nawet fotki zdaje się na dowód wklejałyśmy! Od tamtej pory, Lenka średnio przynajmniej raz dziennie pyta, czy idziemy piec ciasteczka. Może ja jakąs cukiernię czy ciastkarnię założę? Bo to na nasze warunki nie do przejedzenia będzie :P chociaż.. z drugiej strony.. idą święta, będzie czym Ciocie i Wujków częstować :P


sobota, 23 listopada 2013

Ciasteczkowy potwór :)

To o Lenie oczywiście :) Piekłyśmy ciasteczka, pieguski made by home. Wyszły pyszne, jak zawsze :) Ale tym razem nowość. Z reguły Lena do pieczenia bardzo chętna jest. Czy to ciasta, czy ciasteczka, czy cokolwiek.. Za każdym razem obiecuje pomoc, jednak na tym się kończy. Dlatego myślałam, że tak będzie i tym razem. A tu mnei Dziecię zaskoczyło. Fakt, pierwszą porcję robiłam sama, ale potem? To już mi Lena ani wałka nie dała za bardzo dotknąć, ani foremek do ciasteczek (przemilczę, że nasze ciasteczka już świąteczne są, gwiazdki, dzwonczeki i choinki - innych po prostu nie mamy :P ale.. to tak w klimacie dzisiejszej telewizorni, czyli Kevin sam w domu... tak na marginesie, to mogliby chociaż do mikołajek poczekać.. jeszcze kilka lat i zaczną Kevina puszczać już z okazji rozpoczęcia roku szkolnego... ). Wracając do Leny.. zabawy było co nie miara :) 
a oto efekt (częściowy, bo ciastek wyszło nam ciut więcej :)


A to jeszcze Lena w akcji:
Jak na prawdziwą ciastkarkę przystało, wałek mąką obsypuje, ciasto wałkuje, a w tle widać powycinane, gotowe do pieczenia gwiazdeczki :)

Smacznego życzmy :) jak ktoś ma ochotę - to zapraszamy :) w wolnej chwili, podzielimy się przepisem :)

środa, 20 listopada 2013

Zima nastała

Na szczęście tylko w mniemaniu Leny póki co. Bo wosna u nas dzielnie walczy z ponurą jesienią i - tym bardziej - zimą. 
Co zaczyna nam się pogoda psuć, zaczynam wyciąganie cieplejszych rzeczy, przeglądanie gdzie ja to mam nasze kurtki zimowe, sprawdzanie, czy Leny kombinezon będzie jeszcze dobry, czy trzeba kupić nowy...
Efekt? każde moje grzebanie w ciuchach cieplejszych po pogorszeniu pogody sprawia, że aura za oknem w ciągu max 2 dni znowu się poprawia. 
Ale - wracając do Leny. Moje ostatnie porządki w ciuchach ciepłych skończyły sie tym, że Lena w za małej, bardzo grubej czapie, w narciarskich rękawiczkach i... klapkach na nogach! jeździła wokół domu na hulajnodze :P
No cóż.. pomysły Leny ani trochę mnie już nie dziwią :P


Poza tym - Lena zaczęła produkować radosną twórczość. Listy do Mikołaja się tworzą. Dziecko ma tyle marzeń, że nie może wszystkiego na jednej kartce zmieścić :P Potem będziemy wybierać, które wysłać :) Jak już skończymy naszą działalność (tak tak, naszą, bo Mać również list do Mikołaja rysowac musi :P ), to pochwalimy się efektami :)

wtorek, 12 listopada 2013

z cyklu cytaty z Lenki

Na początek hit. 
W niedzielę byli u nas ciocia Magda i wujek Paweł zaprosić nas na wesele. 
Lena zaproszeniem nie zainteresowana, ale... ciocię dlaczego ma taki wielki brzuch zapytała. 
Ciocia wytłumaczyła, że w środku rośnie sobie mały dzidziuś.
Mina Leny? Bezcenne! Wyraz twarzy jakby chciała powiedzieć 
"Co Ty ciocia bredzisz jak się tam dzidziuś znalazł?"
No, ale nic. Do porządku dziennego nad informacją przeszła, obecność dzidziusia w brzuchu cioci wcale Lenie w brykaniu i świrowaniu z ciocią i wujkiem nie przeszkadzała.. 
Dzień następny, kłade Lenkę spać, czytamy książkę na dobranoc, a młoda mnie pyta:
"Mama, a ty też masz w brzuchu dzidziusia?"
No i teraz nie wiem, czy Lena głośno swoje marzenie wypowiedziała, czy raczej mam równie wielki brzuch co ciocia i stąd wątpliwości :P
Na pytanie zadane wprost, czy chciałaby mieć siostrzyczkę lub brata, odpowiada że nie.. Zostaje zatem chyba tylko druga opcja... chyba czas na diete :P

Mówienie Leny jest rozwojowe... już nie ma kepucia, a jest keczup. Jest jeszcze "pożage" ale coraz częściej młoda mowi pokażę. Ale! Bolonka jest do dzisiaj :D
Mózg mój dzisiaj nie funkcjonuje już zbyt dobrze, w związku z powyższym - dobranoc mówię i idę w ślady Dziecięcia :P

piątek, 8 listopada 2013

mała czarownica :)

Nowy pomysł Leny na zabawę. Dopadła miotłę, zabrała ją na dwór.. no, na zamiatanie nie miała ochoty. I bardzo zdziwiona była, że Mama prosiła o zamiatanie. 
"Nie, Mama, przecież na miotle sie lata! No chodź, ja ci pożagę!"
No i pokazała.. Ba! nawet dała spróbować! 
"Mama, chodź, polecisz ze mną!" 
No, to i Matka miała zaszczyt poprzemieszczać się nowym środkiem lokomocji dziecka :)
A co mi tam, że sąsiedzi czy tos miał ubaw, najważniejsze, że Dziecko szczęśliwe :)

wtorek, 29 października 2013

takie tam

Lena szczęśliwa. Pozwolenie od Pani Doktor na picie kakao dostała :) Pani Doktor - tak jak Mać przewidywała - zapisała syrop odczulający i maść. Przeglądnęła kartę Leny, i? I sie okazało, że rok temu byliśmy dokładnie o tej samej porze, też z uczuleniem... no, więc Pani Doktor ma jednak innego winowajce niż przewidywali Matka z Ojcem. Otóż - jest opcja, że przyczyna tkwi w alergenach wziewnych a nie w pokarmie... Roztocze, pleśnie, grzyby. To nasi podejrzani. Na razie mamy syrop, mamy dużą tubke maści, i tyle. Jak Lena skończy 4 lata a alergia pojawi się znowu, bądź będzie nam towarzyszyła w trakcie tego roku, to czeka nas wizyta u alergologa i ewentualne testy. Ale, tym będziemy się martwić później.. Na razie Lena nafaszerowana syropkiem, zasmarowana maścią śpi spokojnie... a ja mam nadzieję, że w końcu prześpimy noc bez budzenia "Mama, afaruj mnie, swędzi znowu"...
Dobranoc Wszystkim.

poniedziałek, 28 października 2013

wszystkożerne dziecko

Z jedzeniem u Leny nigdy problemu nie było. Lubi właściwie wszystko. Wszystko chętnie próbuje. A nie, przepraszam, kapusta kiszona czy czerwona kapusta made by Mama nie bardzo wchodzi. Nie lubi też cukierków krówek, czy jakiś tam innych pierdół. Ciężko nawet sobie przypomnieć cóż Młodej nie wchodzi. Je zdrowe owoce, warzywa, jak i różne inne, mniej zdrowe. Ojjj, zawsze to Rodzicieli cieszyło, że Dziecię wszystko je. 
Niestety, od jakiegos czasu miewamy alergiczne problemy. Ojj, jak ciężko wytropić co Lenkę uczula skoro ona je właściwie wszystko i czasem nie idzie nadążyć co i w jakich ilościach...
W zeszłym roku był już "drobny" problem z orzechami. Ale że Lena lubi, to nie pytając nikogo o zdanie rozłupywała sobie orzechy młotkiem siedząc grzecznie za domem co by nikt nie widział.. A potem Matka się zastanawia co znowu?
No, więc orzechy to raz. W tym roku do kompletu doszło i jajko. No jak byk po Matce chyba odziedziczyła :( Jajko potwierdziło się kilka dni temu, jak po zjedzeniu małej ilości jajecznicy wsio wróciło... Orzechy, jajko wyeliminowane, a od wczoraj w nocy na nowo. Lena podrapana pod kolanami, czerwona jakby się poparzyła... A Mać zachodzi w głowę co jeszcze? Następny pomysł w kolejce - mleko. Bo kakao to Lena kocha. Jakby jej pozwolić, to moglaby tylko kakao pić! Ale.. kakao, płatki z mlekiem jemy od jakiś dwóch lat. Czyżby teraz nagle się Dziecko uczuliło? Drugi typ obstawia Tata - chipsy.. Dziecię ponoć zeżarło mu takie mega ostre... ponoć nawet dośc sporo tego wsunęła... Jutro wybieramy się do lekarza po syrop odczulający (bo skończył się nam po ostatniej porcji orzechów... ). Zobaczymy co nasza Pani Doktor powie na to wszystko... Bo Matka nie ma już pojęcia co i w jakich porcjach dawać Lence do jedzenia....

niedziela, 27 października 2013

mały wózek i duży wózek

Lena nauczyła się kolejnego wierszyka. Oczywiście, standardowo mówi go razem z Mamą.
Tym razem ambitniej, ale skubana zapamietała w oka mgnieniu:
"Kto Misiowi urwał ucho? No kto pytam?
Cicho, głucho! Nikt się teraz nie przyznaje?
Może jechał Miś tramwajem?
Może upadł biegnąc z górki?
Może go dziobały kurki?
Może Azor go tarmosił - urwał ucho - nie przeprosił?
Igła, nitka rączek para, naprawimy szkodę zaraz.
O! Już sterczą uszka oba, teraz Miś się nam podoba"

Ale wierszyki, wiersyzkami. 
Dzisiaj Lena zaskoczyła Rodziców. Wieczór, a nawet nei wieczór, ale za oknem już ciemno, gwiazdy świecą, Lena wychodzi z Tatusiem przed dom. Za chwilkę przybiega do mnie do kuchni i mówi:
"Mama, chodź szybko zobaczyć gwiazdy świecą"
No, to poszłam... a Lena mówi do mnie dalej:
"Zobacz, Mama, tam wysoko jest mały wózek i duży wózek" 
Oczywiście o Mały i Wielki Wóz chodziło.. 
Tatko zaskoczony. A przecież w Krościenku Dziecię nasze oglądało gwiazdozbiory siedząc z nami przy ognisku... Aż dziw, że ciągle pamiętała nazwy :)

poniedziałek, 21 października 2013

i wszystko stało się jasne...

Matka z Ojcem żyli do niedawna w błogiej nieświadomości... Że wychowują Dziecię i w ogóle... Wczoraj, czy przedwczoraj Lena wyprowadziła nas z błędu.
usłyszeliśmy: "Hej, przecież ja tu rządzę"
Pytań więcej nie posiadam, ponoć władzy podporządkować się trzeba :P
Przemilcze, że to Tatus myślał, że rządzi, posiadając atrybut władzy - pilota do tv.
No, to jednak sie mylił :P

czwartek, 17 października 2013

Wieści z domowprzedszkolnego frontu

Ano działamy z zabawami przedszkolnymi. Co prawda nie jesteśmy w stanie same poradzić sobie z niektórymi zabawami proponowanymi przez Agnieszkę i jej Smyki, bo jednak brak nam towarzystwa, ale mimo to - nie poddajemy się. 
Tydzień owoców i warzyw za nami. Lena i bez tego potrafi rozróżnic większośc podsuwanych jej owoców i warzyw. Sałatki owocowej nie zdążyłysmy zrobić, bo... Lena zeżarła jabłko, gruszkę i marchewkę. Chciała również skosztować surowego ziemniaka, na szczęście Mama w porę podała obieraczkę i poprosiła o obranie go przed gotowaniem :) Pomysł Agnieszki na wycinanki warzyw i owoców i przyklejanie ich do straganu, ciut nam się zmodyfikował. Lena i owszem wycinała. Na początku to co trzeba, a potem i batoniki i inne smakołyki układając na kupce, jako wizualna lista zakupów dla Tatusia :)
Polecamy zabawę z wyciąganiem owoców i warzyw z worka i zgadywanie przy pomocy dotyku cóż się wylosowało. Z tego ćwiczenia Młoda miała nie lada frajde!
Tydzień drugi, to spacery i szukanie jesieni. I liście! zbieractwo na szeroką skalę i znoszenie do domu. układanie, przekładania, przyklejanie, zbieranie i zrzucanie na podłogę i patrzenie gdzie który pofrunie :) Dzięki tym liściowym zabawom, Mama zauważyła, że Lenka nareszcie zrozumiała różnice w pojęciach mały/duży. Wczesniej określenia te były używane przypadkowo. Teraz dokadnie wie, co które znaczy. Nauczyła się też rozróżniac liście. Nie tylko ze względu na kolor ("Mama, ten jest w kolorze słonka, a ten trawy"), ale wczoraj tłumaczyła Tatusiowi, że ten jest z klonu a ten z dębu. :) Tatko do kompletu dołożył dziecku orzech i olchę, ale nie wiem czy zapamiętała :)
Tydzień trzeci, to grzybyyy. Tu przyznam szczerze, że dziecko wiedzę swoją grzybiarską zdobywa już od czasu jakiegoś jeżdżąc z Tatkiem i Guzikiem dość regularnie do lasu. Rozróżnia kanie, opieńki, zajączki... Wie, że muchomor sromotnikowy ładnie wygląda, ale się go nie zbiera, bo jest trujący. Z lasu znosi również szyszki i liście. Tylko kasztanów nie mamy :( Mama nie znalazła jeszcze w okolicy kasztanowca niestety :(

Tyle krótkiego podsumowania. Jeszcze dodam, że pamięc Leny jest zdecydowanie... za dobra :P
Obok wierszyka o jeżu, oczywiście zapomniany przez Mamę ślimak z serem na pierogi. I piosenka o kotku! Niestety, ktoś nauczył Lene wersję... ciut inna.. Tzn. "Wlazł kotek na płotek i zrobił kupke". Nie wiem kto, ale jak dorwe, to uszy poobgryzam! 

czwartek, 3 października 2013

Wierszyk

Lena nauczyła się, a dokładniej Mama nauczyła Lene wierszyka.
"Idzie jeż, idzie jeż, może Ciebie pokłóć też.
Pyta wróbel, Panie Jeżu, po co igły na kołnieżu?
Mam ja igły, ostre igły by mnie wróble nie ostrzygły".

Lena zadowolona, chętnie mówi ze mną wierszyk, a dzisiaj - rozpędziła się i mówi sama:
"Idzie jeż, idzie jeż,może Ciebie pokóć też. Pyta Gubel, panie jeżu, po co te igły a kołnieżu? Mam ja igły, ostre igły, by mnie guble nie strzygły"
Mama zadowolona i dumna mówi do LEny "To teraz idź do Taty i też mu wierszyk powiedz, Tata będzie sie cieszył i będzie ci brawo bił". No, to poszła. Powiedziała. "Wierszyk. Wierszyk o jeżu. No! Tata bij mi brawo"

No cóż, nad precyzją wypowiedzi chyba muszę popracować. Przynajmniej dopóki dziecko nie przestanie traktować tego co się mówi aż tak dosłownie :D

sobota, 28 września 2013

Domowe Przedszkole.

Miało być przedszkole. Takie tradycyjne, z paniami wychowawczyniami,  z dziećmi, bez Mamy. Nie wyszło. Mama wie jedno, w następnym roku składamy podanie do naszego przedszkola, bez obiecanego pewnego miejsca, za to ze znaną od początku opłatą i wszelkimi innymi warunkami :)
Trochę Mamie smutno, bo Lenka cieszyła się, że do przedszkola, do dzieci pójdzie. No, ale... załamana z powodu spędzenia kolejnego roku z Mamą w domu bynajmniej jednak nie jest.
Nie zamierzamy jednak próżnować. Dzięki uprzejmości Agnieszki, Mamy dwóch przewspaniałych smyków - MArtynki i Tomaszka (rówieśnicy Lenki), będziemy przynajmniej częściowo - na tyle, na ile będę w stanie realizować to, co uczyłaby się Lena będąc w prawdziwym przedszkolu. 
Pomysły i inspiracje będziemy czerpać pełnymi garściami od Ciebie, Agnieszko i bardzo serdecznie dziekujemy za stworzenie "Domowego Przedszkola" :)
Dla wszystkich ciekawych i zainteresowanych, polecamy zaglądnąć do Agi i Dzieciaków, Kreatywnik  to prawdziwa skarbnica zabaw kreatywnych, w jakie można bawić się z dziećmi w warunkach domowych, dbając jednocześnie o prawidłowy rozwój maluchów.   

niedziela, 22 września 2013

Podróże. Te małe i te duże.

Tym razem na warsztat podróże małe. 
Jeżdżąc busem do Krakowa za każdym razem przejeżdżamy z Lenką przez most. "Mama patrz, woda! rzeka jest!" "tak, Lenusiu, to Wisła" "Mama, czemu Wisła?" czemu, lub dlaczego, to dwa ulubione pytania Leny w ostatnim czasie. Ci, co mają okazję dość często przybwac z Lenką wiedzą, że co by się nie powiedziało i tak usłyszy się "czemu, aczego?". Jednak kiedy pytania te zada się Lenie - na 99,99% można spodziwać się odpowiedzi "Bo tak" albo "Bo nie". I na tym Dziecię dyskusje wszelkie ucina!
Wracając jednak do Krakowa, busa i Wisły. Otóż, Wisłe pokonujemy mostem Dębnickim, z którego widok na Wawel jest po prostu idealny. Zamek widać jak na dłoni. Wiele razy opowiadałam Lence o zamku, że tam mieszkał król i królowa i że u stóp zamku stoi smok ziejący ogniem. Ale dosyć samego gadania, tłumaczenia i odpowiadania na pytania dlaczego. Postanowiłam Dziecięciu wszystko pokazać. Oj piesze wędrówki po Krakowie są piękne. A jeszcze piękniej Córcia pada po nich wieczorem w łóżku i śpi sobie spokojnie :)
Ale... wracając do smoka. W zeszłym tygodniu poświęciłyśmy sobie dwa dni na spacerowanie po Krakowie. Środa - herbatka u cioci Asi, a następnie spacer... od pl. inwalidwów, do mostu Dębnickiego, zejście nad Wisłe i wzdłuż rzeki pod zamek, a dalej przez most Grunwaldzki do Tatusia :) Z postojem przy zamku. A dokładniej - to na tapetę poszedł smok. Świetny był. Młoda chętnie na ogromnego kamlota wlazła. Smoka, a raczej "Foka" po łapce głaskała... I niby wiedziała, że smok ogniem zieje... ale jak buchnął ogniem, tak Lena na smoka fochem rzuciła! Było tylko "Mamo, Mamo, Mamo" i juz Dziecka na kamieniu nie było. Ba! co tam na kamieniu! od razu uciekać chciała! Byle jak najdalej. Z bezpiecznej odległości pozwoliła łaskawie poczekać i zobaczyć co to się właściwie dzieje. I smok juz jest okej, byle na odległość :P
Dwa dni później postanowiłyśmy znowu pojechac do Krakowa. Tym razem na tapetę poszedł Wawel! LEna od samego rana opowiadała Tatusiowi, że ona idzie na zamek i będzie szukała króla i królowej. Nie znalazła. Ale zdziwiona była, że tyle ludzi pląta sie po dziedzińcu. A jeszcze bardziej zdziwioną minę miała, jak jedna pani turystka zwróćiła się do Lenki "You are so pretty small lady". Mina? w stylu "ale pani mnie nie obraża prawda?"
Jeszcze fotka Leny cwaniaka, kiedy to smok jeszcze ogniem nie zionął ;)

I mina - w stylu - Mama, jak chcesz to masz, uśmiechnę się :P

sobota, 7 września 2013

jak ten czas leci....

Pędzi, leci nie wiadomo gdzie. PRzeciez dopiero co Lenusia się urodziła, a tu już minęły 3 lata od chwili, kiedy mały łobuziak wkroczył w nasze życie. Przez te trzy lata wiele się zmieniło, szczególnie Lenka. Urosła, zaczęła gadac, samodzielnie się przemieszczać, pyskować, czy wręcz kłócić się z Rodzicami. Lenka ma własne zdanie, które stara się wyegzekwować od otoczenia. Rośnie nam radosna, usmiechnięta, pewna siebie Kobitka. Wie czego chce, stara się konsekwentnie dążyć do celu. 
Tak wyglądała Lenka 3 lata temu:


Już wtedy było widać, że rośnie nam niezłe ziółko ;) jeszcze siedziec nie potrafiła, a umiała już demolke w łóżeczku zrobić :) Teraz robi demolkę i zamieszanie w okół siebie na zdecydowanie większej powierzchni :)

Dla porównania - tak wygląda Lenka dzisiaj :)

 I jeszcze tegoroczny maminy wypiek - miała być "Bolonka", ale Mamcia w trakcie fazy logistycznej zmieniła koncepcję :) Tort "Kólik" jak to stwierdziła Lenka. Radosna twórzość Mamy, opierająca się na połączeniu różnych przepisów :)
Oto efekt:

 W tym roku podczas przygotowania torcika pomagał Wujek Łukasz. Swoją droga obiecał, że w przyszłym roku robi torta razem z Mamcią ;) Wujek, trzymamy za słowo! I dziękujemy za tegoroczną pomoc ;) na przyszły rok w takim razie wymyśle coś specjalnego :D


poniedziałek, 2 września 2013

Fotki z gór :)

Mamcia dostała maila z kilkoma fotkami. Chwalimy sie zatem :)

Wygłupy z Wujkiem Pawłem na polu namiotowym, lub jak to mówi Lenusia "amiotowym".



I już na szlaku :) brakuje tylko cioci Magdy, która nie rozstawała się z aparatem :)


Górski strumyk w wąwozie Homole. Lena zamoczyła ręce "Mama, jaka zimna boda!"


W drodze do wąwozu - wszystkie kamienie były Lenki :) 

 I drzewa zresta też :)

 No i "gólyyyy, mama gólyyy, patrz mama!"


I skałki, za jakiś czas chyba Lenka zacznie wspinac się z ciocią Magdą i wujkiem Pawłem :) bo skałki jakoś szczególnie jej się spodobały :)



 I na koniec jeszcze Szczawnica. W tle fontanna. Lenka wrzuciła pieniążka do fontanny, więc na pewno jeszcze tam wrócimy :) Jednak następnym razem - mama ominie pijalnię wód, tym razem sie skausiliśmy. Matka na Józefinę, a Tatko na Józefa i potem jeszcze chyba Jana. Oj jaka słona ta woda, okropna, niedobra... ale.. ponoć to co dobre nie zawsze jest zdrowe :)




poniedziałek, 26 sierpnia 2013

zacznamy zwiedzać :)

W związku z tym, że Lena już duża dziewczynka jest i dzielna, i silna, i odważna, Rodzice postanowili pierwszy raz wyjechać pod namioty :) Z ciocią Magdą i wujkiem Pawłem bawilismy się wyśmienicie.
Z większych podróży w życiu Lenki możemy wymienić na razie
1. Wyjazd w Bieszczady na narty z ciocią Anią i wujkiem Robertem - styczeń 2013
2. Wyjazd na majówkę do Wielkopolski do cioć, wujków i Kuzyna Antosia - maj 2013
i oczywiście - Pieniny, sierpień 2013 :)
Jako że Matka z Ojcem załapali bakcyla na górskie wędrówki (bo Dziecię nasze chętne jest do aktywności wszelakich), szykują nam się częstsze wypady. Może nie zawsze połączone z nocowaniem poza domem, ale trzeba poznawać okolicę :)


Wracając jednak do minionego wyjazdu (po którym Matce została kupa prania :P ), to trzeba stwierdzić, że pogoda nam się udała. Niedziela piękna, słoneczna. Tatusia i Wujka kusiły Trzy Korony, Matka nie miała zdania, bo totalnie nie zna się na górach (Mać potrafi co najwyżej okreslić trudnośc nadbałtyckich szlaków :P ), ale Ciocia przekonała wszystkich, że lepiej będzie pokazac Lence Wąwóz Homole. Szczególnie, że Robak Mały nigdy wczesniej po górkach nie biegał. W każdym razie po górkach takiego rozmiaru.

I co? I dała rade! co prawda przy schodzeniu był mały kryzys, ale w opelku czekała nagroda :)
Idąc do Wąwozu - trzeba było za Lenką dosłownie biec :) Skakała po kamieniach, moczyła rączki w górskim strumyku wołając "Mama, ale zimna boda (woda)". Z Wąwozu Homole szlak turystyczny biegnie na najwyższy szczyt w Pieninach - Wysoką. My jednak zostawiliśmy sobie zdobycie góry na później, jak Lenki nóżki jeszcze troche urosną i nabiorą więcej sił :)
Kilka fotek (tylko kilka, jak Mama dostanie zdjęcia od cioci Magdy, to dorzucimy coś jeszcze):

W drodze do Wąwozu:

 

A to już i sam Wąwóz :)


Lenka na szlaku - konkretnie na rozdrożu. Za nią skałki - po których dzielnie się wspinała. Na prawo - był szlak na Wysoką oraz pole namiotowe. Na lewo - do wyciągu krzesełkowego Homole (na pomysł Tatusia na przejażdżkę w dół i spowrotem w górę - Lena zdecydowanie i kategorycznie odmówiła) oraz na halę, na której? był plac zabaw :)


I jeszcze fotki ze skałek, bo Lenka nam nie odpuściła - trzeba było iść i pozwiedzać, powsipnać się trochę po kamieniach :)




No i oczywiście - konieczny punkt każdej wycieczki z dzieckiem - plac zabaw :) W Krościenku znaleźliśmy dwa. Całkiem spore, zadbane, ogrodzone. Lenę ciężko było z nich wyciągnąć :)



Na koniec dzisiejszego szybkiego "raportu" jeszcze widoki z pola namiotowego. Pole ustytuowane tuż przy samym Dunajcu. Woda płytka, ale Leny na szczęście do niej nie ciągnęło - zbyt zimna :)


I fotka z dzisiejszego poranka - 7 rano, całe pole pogrążone we śnie, a my z Leną już spacerowałyśmy :) Na hasło "Lenka, uśmiech", Dziecię zrobiło taką właśnie minę :)




Coś więcej postaram się napisać, jak już zdobędę resztę fotek :)