wtorek, 23 września 2014

nowy rok przedszkolny

Nie dane nam było nacieszyć się przedszkolem i nowymi paniami. Dwa tygodnie - i Lena padłą z choróbskiem. I to jakim. 
Po kolei jednak. W piątek, 12. 09. 2014 Lenka obchodziła swoje urodzinki w przedszkolu, razem z koleżankami, kolegami oraz - chrzestnym. Nie mogła się już doczekać. Nie raz bowiem uczestniczyła w urodzinowych, przedszkolnych harcach, jednak dopiero pierwszy raz to ona była główną bohaterką. Był tort, były świeczki, było wielkie serce z odbitymi łapkami jako prezent od przedszkolaków. Były wariactwa z Wujkiem Łukaszem.... 
Więcej do oglądnięcia na fotkach :)






 

Teraz z rzeczy mniej przyjemnych. W piątek były urodzinki, a w poniedziałek Lenka trafiła do szpitala. Zapalenie płuc z silną dusznością. Na tyle silną, że dwie inhalacje, które miała po drodze na oddział nie wiele pomogły. Dopiero sterydy podane dożylnie pozwoliły złapać głębszy oddech. Na oddziale spędziłyśmy 5 dni. Długich dni i jeszcze dłuższych nocy. Lena z grubsza zadowolona. Dzieci, sala zabaw... od czasu do czasu jakieś leki dożylnie, inhalacje... Do zniesienia. Tęskniła jednak za swoimi zabawkami. Matka natomiast tęskniła za łóżkiem. (4 noce na siedząco na krześle). Za ubikacją na tym samym piętrze (trzeba przyznać, że szpital dbało moją kondycję fizyczną, każąc biegać - po schodach - bo przecież z windy rodzicom nie wolno... z piętra 4 na parter za potrzebą). Za łazienką z prysznicem (takoważ ponoć była, przez 5 dni jej nie zlokalizowałam - jedna na cały szpital, dla wszystkich rodziców-prościej było iść w odwiedziny do znajomych :P ). 
Przeżyć się jednak dało. Najważniejsze, że dziecku się poprawiło. Na tyle, by w piątek wyjść do domku. Męczymy się jednak dalej. Lena nie nauczona siedzieć w zamknięciu. Brakuje jej powietrza :( Na szczęście - mamy pozwolenie od naszej pani pediatry na wietrzenie :) oczywiście, o ile pogoda na to pozwoli....
czekamy zatem na pogodę. I czekam, aż świsty w oskrzelach już teraz tylko opuszczą nas na dobre. Inhalujemy się, przyjmujemy leki dla alergików. Bo wszystkiemu winna alergia. :( I czekamy cierpliwie na termin do alergologa...... 

Przez to chorowanie ominie nas to i owo... np. bal owocowo - warzywny w przedszkolu :( no, ale cóż... byle do zdrowia!

niedziela, 7 września 2014

4 lata minęły - tylko, kiedy to zleciało?

W piątek Lenka skończyła 4 latka. Sama nie wiem kiedy to zleciało. Dopiero co serwowała Tatusiowi kopniaki jeszcze ze środka brzucha, a teraz gada, pyskuje, biega, skacze - czasami aż trudno za nią nadążyć. 
Za nami aż 4 lata, albo dopiero 4 wspólnej podróży. Fascynujące 4 lata, podczas których zapomnieliśmy co to nuda, spanie do południa itp. Czasami zastanawiamy się, jak my kiedyś mogliśmy żyć, jak z nudów nie umarliśmy :P

Dzisiaj nasz mały szkodnik wygląda już tak:


A tu jeszcze zwiedzanie Krakowa z Ciocią i Wujkiem. Lena śmigała, na mapie sprawdzała gdzie iść trzeba ;) chyba rośnie nam mały przewodnik :)