Na szczęście tylko w mniemaniu Leny póki co. Bo wosna u nas dzielnie walczy z ponurą jesienią i - tym bardziej - zimą.
Co zaczyna nam się pogoda psuć, zaczynam wyciąganie cieplejszych rzeczy, przeglądanie gdzie ja to mam nasze kurtki zimowe, sprawdzanie, czy Leny kombinezon będzie jeszcze dobry, czy trzeba kupić nowy...
Efekt? każde moje grzebanie w ciuchach cieplejszych po pogorszeniu pogody sprawia, że aura za oknem w ciągu max 2 dni znowu się poprawia.
Ale - wracając do Leny. Moje ostatnie porządki w ciuchach ciepłych skończyły sie tym, że Lena w za małej, bardzo grubej czapie, w narciarskich rękawiczkach i... klapkach na nogach! jeździła wokół domu na hulajnodze :P
No cóż.. pomysły Leny ani trochę mnie już nie dziwią :P
Poza tym - Lena zaczęła produkować radosną twórczość. Listy do Mikołaja się tworzą. Dziecko ma tyle marzeń, że nie może wszystkiego na jednej kartce zmieścić :P Potem będziemy wybierać, które wysłać :) Jak już skończymy naszą działalność (tak tak, naszą, bo Mać również list do Mikołaja rysowac musi :P ), to pochwalimy się efektami :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz