piątek, 26 grudnia 2014

Święta, święta i... już prawie po :P

Ano niestety, taka prawda. Święta mijają zdecydowanie za szybko, szczególnie, jeśli spędza je się w doskonałym towarzystwie :)
Lena? zadowolona, Mikołaj w tym roku był łaskawy i hojny. Co prawda na liście do Świętego znalazł się tylko jeden prezent, ale - pod choinką znalazło się ich oczywiście więcej - w tym i ten z listu. A w liście? Był chomik! Lena nie marzyła o niczym innym tylko o małym chomiczku. I mamy - nowego członka rodziny :) na imię mu... i tu są schody. Okruszek, Kruszynka, Szyszunia, Skurczybyk tudzież Ogryzek. Zależy od nastroju dziecka :P 
Jest... Furby! Kupa frajdy, choć matka już kombinuje, co by baterie wygrzebać może... choć na chwile? bo głośne toto jak nie wiem. 
Jest i encyklopedia dla dzieci, którą Lenka ledwo co podniosła :) Rewelacja - są wszystkie interesujące Lenkę działy, anatomia, kosmos, planety, wulkany i wiele, wiele innych ;) 
Wczoraj odwiedzinki Wujka Łukasza, Wujka Pawła, Cioci Magdy i - wytęsknionej Zuzi :) Lena przeszczęśliwa :) 
Dziś ciut spokojniej, ale dalej świątecznie, rodzinnie :)

Wesołych Świąt Wszystkim :)

niedziela, 7 grudnia 2014

Mikołajkowy czas

Ano był Mikołaj wczoraj. Przyniósł słodycze. Teraz czekamy na Gwiazdora - Lena ciekawa jest, czy była na tyle grzeczna, żeby spełniło się jej największe marzenie :)
Dzisiaj nawet na ochotnika naczynia przyszłą myć! Tzn... Matka myślała, że na ochotnika. Młoda myje, myje, nawet jej to wychodzi całkiem sprawnie, dokładnie... Aż tu w pewnej chwili słyszę: "Mama, a Mikołaj widzi że taka grzeczna jestem i pomagam? Dostanę chomiczka?". Noo, to w kwestii bezinteresowności chyba zostałam sprowadzona do parteru :)
Poza tym, siedzimy dalej w domu... tym razem lecząc skórę Leny :( 
Matka dwoi się i troi, żeby Dziecięciu się nie nudziło. 
Kartek świątecznych i prezentów made by home przybywa, Matka, która od wieków twierdziła, że z plastyką nic wspólnego mieć nie będzie - spełnia się twórczo :) Efekty? podzielimy się nimi w najbliższym czasie :)
Plan na jutro? - chyba czas zacząć piec ciasteczka cynamonowe (do świąt powinny nadawać się do jedzenia :D )

środa, 15 października 2014

Z cyklu rozmowy z Lenką

(Lena) "Mama, rzuciłam focha"
(Mama) "Na kogko?"
(Lena) "Na Piotrusia"
(Mama) "Ale dlaczego?"
(Lena) "Bo tak!"

I bądź tu człowieku mądry. Strach się bać po prostu!

wtorek, 23 września 2014

nowy rok przedszkolny

Nie dane nam było nacieszyć się przedszkolem i nowymi paniami. Dwa tygodnie - i Lena padłą z choróbskiem. I to jakim. 
Po kolei jednak. W piątek, 12. 09. 2014 Lenka obchodziła swoje urodzinki w przedszkolu, razem z koleżankami, kolegami oraz - chrzestnym. Nie mogła się już doczekać. Nie raz bowiem uczestniczyła w urodzinowych, przedszkolnych harcach, jednak dopiero pierwszy raz to ona była główną bohaterką. Był tort, były świeczki, było wielkie serce z odbitymi łapkami jako prezent od przedszkolaków. Były wariactwa z Wujkiem Łukaszem.... 
Więcej do oglądnięcia na fotkach :)






 

Teraz z rzeczy mniej przyjemnych. W piątek były urodzinki, a w poniedziałek Lenka trafiła do szpitala. Zapalenie płuc z silną dusznością. Na tyle silną, że dwie inhalacje, które miała po drodze na oddział nie wiele pomogły. Dopiero sterydy podane dożylnie pozwoliły złapać głębszy oddech. Na oddziale spędziłyśmy 5 dni. Długich dni i jeszcze dłuższych nocy. Lena z grubsza zadowolona. Dzieci, sala zabaw... od czasu do czasu jakieś leki dożylnie, inhalacje... Do zniesienia. Tęskniła jednak za swoimi zabawkami. Matka natomiast tęskniła za łóżkiem. (4 noce na siedząco na krześle). Za ubikacją na tym samym piętrze (trzeba przyznać, że szpital dbało moją kondycję fizyczną, każąc biegać - po schodach - bo przecież z windy rodzicom nie wolno... z piętra 4 na parter za potrzebą). Za łazienką z prysznicem (takoważ ponoć była, przez 5 dni jej nie zlokalizowałam - jedna na cały szpital, dla wszystkich rodziców-prościej było iść w odwiedziny do znajomych :P ). 
Przeżyć się jednak dało. Najważniejsze, że dziecku się poprawiło. Na tyle, by w piątek wyjść do domku. Męczymy się jednak dalej. Lena nie nauczona siedzieć w zamknięciu. Brakuje jej powietrza :( Na szczęście - mamy pozwolenie od naszej pani pediatry na wietrzenie :) oczywiście, o ile pogoda na to pozwoli....
czekamy zatem na pogodę. I czekam, aż świsty w oskrzelach już teraz tylko opuszczą nas na dobre. Inhalujemy się, przyjmujemy leki dla alergików. Bo wszystkiemu winna alergia. :( I czekamy cierpliwie na termin do alergologa...... 

Przez to chorowanie ominie nas to i owo... np. bal owocowo - warzywny w przedszkolu :( no, ale cóż... byle do zdrowia!

niedziela, 7 września 2014

4 lata minęły - tylko, kiedy to zleciało?

W piątek Lenka skończyła 4 latka. Sama nie wiem kiedy to zleciało. Dopiero co serwowała Tatusiowi kopniaki jeszcze ze środka brzucha, a teraz gada, pyskuje, biega, skacze - czasami aż trudno za nią nadążyć. 
Za nami aż 4 lata, albo dopiero 4 wspólnej podróży. Fascynujące 4 lata, podczas których zapomnieliśmy co to nuda, spanie do południa itp. Czasami zastanawiamy się, jak my kiedyś mogliśmy żyć, jak z nudów nie umarliśmy :P

Dzisiaj nasz mały szkodnik wygląda już tak:


A tu jeszcze zwiedzanie Krakowa z Ciocią i Wujkiem. Lena śmigała, na mapie sprawdzała gdzie iść trzeba ;) chyba rośnie nam mały przewodnik :)


wtorek, 12 sierpnia 2014

zwyczajnie :)

Sierpień. A wraz z nim "drobne" zmiany. Tatko nam wybył w delegację, Lena chodzi, pyta kiedy wróci. Dobrze, że nie mamy wakacji od przedszkola, to Młodej jakoś szybciej czas leci do powrotu Tatusia :) przed nami długi weekend. Będzie Tata, ciocie, wujkowie, Zuzia! no i Iga!. z tatusia i tych dwóch naszych smerfów Lena cieszy się chyba najbardziej :)
A tymczasem mała foteczka, jak to Lenka bawi się w swoim przedszkolku. 
Sportowe przedszkole - to i zdjęcie do statycznych raczej nie należy :)

 

przypadkiem w moje ręce wpadło Lenki przedszkolne zdjęcie. 
Teraz już wiem, skąd Lena wiedziała jak to działa... Jak byliśmy w górach, to widząc na placu zabaw taką ściankę od razu wiedziała jak się wspinać :)
Na zdjęciu Lenka z ciocią Moniczką :)

piątek, 25 kwietnia 2014

wiosenne porządki

Dawno nas tu nie było. Nie, żeby się nic nie działo, ale.. Mamie się zacina blog ostatnio i różnie próby publikowania postów się nam kończą. Najczęściej kończy się Matce cierpliwość i na blogu naszym jeszcze zima króluje....
A dzieje sie dużo. Lena do przedszkola chadza. Kryzys nie ominął i nas. Po chorowaniu i 2 tyg w domu, młodej się odwidziało. Już nie chciała chodzic. Chciałaby w domu zostać. Ewentualnie jeśli "pseckole" to pod warunkiem, że Mama też idzie. Tydzień ryku był, płaczu, lecz Mać dzielnie dziecko w dobre ręce oddawała... Przeszło. Teraz znowu chodzi chętnie, choć czasem twierdzi, że nie chce... a 10 minut później biegnie z uśmiechem na dziobie zobaczyć się z koleżankami ( i kolegami, bo w przedszkolu pojawiło się dwóch rodzynków :) ). 
Lena rozwija się bardzo dobrze - szczególnie widać to w zakresie mowy. Nie ma już "afolota" a jest samolot. Nie mówi "idę pać" tylko spać. Nadal uwielbia wszelkie prace plastyczne, czytać książki i zadawać przy tym miliony pytań :P 
W trakcie naszej "nieobecności" na blogu Lena była pierwszy raz w teatrze, pierwszy raz u dentysty - nie tylko na przeglądzie a ząbka naprawiać... Dzielna była! ani się nie skrzywiła, ani nie pisnęła, ani nie zapłakała... Pan Doktor pozwolił wybrać sobie kolor plomby (zielony!!)

Przed nami majówka, mam nadzieję, ze wtedy uda mi sie usiąść na dłużej i opowiedzieć co u nas. I zdjęcia powklejać ;) no i że blog nasz będzie chętny do współpracy :)

sobota, 25 stycznia 2014

zima nastała!

Zima nastała! ku uciesze Leny, Matki i Ojca już ciut miej... 
Lena się cieszy widząc śnieg, chociaż mówiąc prawdę, to jeszcze nie miała za wiele czasu by się sankami i nartami nacieszyć. Może jutro. O ile nie będzie wiało tak jak dzisiaj - bo dziś, to tak zimno było, że nawet Lena bez protestów w domu siedziała (poza oczywiście sławetnym "jedziemy do psedskola?" które towarzyszy nam każdego wolnego dnia).

Z wieści przedszkolnych? 
Lena nadal wyrodne dziecko jest, wychodzić z przedszkola nie lubi (i to delikatnie mówiąc). Chyba, że jako ostatnia!

Uczy się śpiewać piosenki! W domu ten element edukacji bardzo nam nie wychodził.
O ile wierszyków Lena chętnie się uczyła - o tyle próba nauczenia piosenki kończyła się "Mama, nie śpiewaj!". No cóż.. 
A teraz śpiewa! Dziadkom i Babciom sto lat odśpiewała, do Pradziadków z laurką poszła, reszta pocztą musi podochodzić we wskazane miejsca..
Dzisiaj okazało się, że do repertuaru "sto lat" i "stary niedźwiedź mocno śpi" dołączyły także "krasnoludki".
Na lodówce naszej już miejsca brakuje, o magnesach to już nie wspominając!

Ostatnie dzieło przytargane z przedszkola:

Łatwo zgadnąć kto jest ten zły i ciągle zabiera Dziecko z przedszkola? :P 

jeszcze aktualna (zresztą przedszkolna) fota Leluśki



piątek, 10 stycznia 2014

Pierwszy tydzień za nami :)

Pierwszy tydzień (choć trwający tylko 3 dni) za nami. Lena zadowolona, na drugi dzień miała mały kryzys, do przedszkola nie chciała za żadne skarby - a  potem nie chciała z niego wyjść. 
Wczoraj już nie było kryzysu. Tzn był, bo trzeba było z przedszkola wyjść. Wyszła, bez wrzasku. Jako ostatnia z dzieci. Siedziała matka w przedszkolu, plotkowała z Ciocią, a Lena? jak mnie zobaczyła, to najpierw schowała się za ścianą, a jak weszłam na salę, to za ciocią Izą. Zaczyna opowiadać coś... na spacerku była, wiewiórkę widziały Dziewczyny, nawet próbowały dogonić.... A dopiero co Tatusia kopała jeszcze siedząc w brzuchu, dopiero co pierwszy dzień w domku była z nami... a tu już przedszkole.. :)

środa, 8 stycznia 2014

Mały Przedszkolak :)

Stało się! Lenka rozpoczęła edukację przedszkolną!
Wczoraj pierwszy dzień w przedszkolu, Lena zadowolna, znaczek w szatni sobie wybrała (z lodem!) i wielce zadowolona poszła się bawić z dziećmi. Na pożegnanie usłyszałam tylko
"a ja tu mogę zostać?"
i za chwilkę
"to ja tu na Ciebie poczekam, dobla Mama?". 
No i czekała, z przedszkola nie za bardzo chciala wychodzić.
Za to dzisiaj rano w busie i w tramwaju byl kryzys... 
Lena marudziła, że ona do przedszkola nie idzie, że ona chciała z Mamą. Ewentualnie - idzie do przedszkola, ale? Mama ma zostać z nią. Owy "kryzys" został jednak przed drzwiami przedszkolnymi. Po wejściu do szatni przebrała się bez większego marudzenia, weszła na salę i - miała mnie w nosie :P 
Skoro dzieci już były, bawiły się, to Lenka pobiegła z Igą puzzelki układać. 
I na tyle by było. Za to popołudnie - masakra! Fajnie się idzie przez miasto z dzieckiem, które ryczy i drze się "Mama, ja chciałam zostać w przedszkolu". 
I tak do momentu - aż przez okno tramwaju zobaczyła McDonalda. Wtedy przestała ryczeć za przedszkolem, a zaczęło się "Mama, wysiadamy, bo ja z głodu umieram, frytki muszę zjeść"... "Mama, bo moj brzuszek burczy"..
No cóż, Matka z tramwaju wyskoczyć nie pozwoliła, dziecku musiało zadowolić się ciasteczkiem :)
Ciekawa jestem jak będzie jutro :)