Tym razem na warsztat podróże małe.
Jeżdżąc busem do Krakowa za każdym razem przejeżdżamy z Lenką przez most. "Mama patrz, woda! rzeka jest!" "tak, Lenusiu, to Wisła" "Mama, czemu Wisła?" czemu, lub dlaczego, to dwa ulubione pytania Leny w ostatnim czasie. Ci, co mają okazję dość często przybwac z Lenką wiedzą, że co by się nie powiedziało i tak usłyszy się "czemu, aczego?". Jednak kiedy pytania te zada się Lenie - na 99,99% można spodziwać się odpowiedzi "Bo tak" albo "Bo nie". I na tym Dziecię dyskusje wszelkie ucina!
Wracając jednak do Krakowa, busa i Wisły. Otóż, Wisłe pokonujemy mostem Dębnickim, z którego widok na Wawel jest po prostu idealny. Zamek widać jak na dłoni. Wiele razy opowiadałam Lence o zamku, że tam mieszkał król i królowa i że u stóp zamku stoi smok ziejący ogniem. Ale dosyć samego gadania, tłumaczenia i odpowiadania na pytania dlaczego. Postanowiłam Dziecięciu wszystko pokazać. Oj piesze wędrówki po Krakowie są piękne. A jeszcze piękniej Córcia pada po nich wieczorem w łóżku i śpi sobie spokojnie :)
Ale... wracając do smoka. W zeszłym tygodniu poświęciłyśmy sobie dwa dni na spacerowanie po Krakowie. Środa - herbatka u cioci Asi, a następnie spacer... od pl. inwalidwów, do mostu Dębnickiego, zejście nad Wisłe i wzdłuż rzeki pod zamek, a dalej przez most Grunwaldzki do Tatusia :) Z postojem przy zamku. A dokładniej - to na tapetę poszedł smok. Świetny był. Młoda chętnie na ogromnego kamlota wlazła. Smoka, a raczej "Foka" po łapce głaskała... I niby wiedziała, że smok ogniem zieje... ale jak buchnął ogniem, tak Lena na smoka fochem rzuciła! Było tylko "Mamo, Mamo, Mamo" i juz Dziecka na kamieniu nie było. Ba! co tam na kamieniu! od razu uciekać chciała! Byle jak najdalej. Z bezpiecznej odległości pozwoliła łaskawie poczekać i zobaczyć co to się właściwie dzieje. I smok juz jest okej, byle na odległość :P
Dwa dni później postanowiłyśmy znowu pojechac do Krakowa. Tym razem na tapetę poszedł Wawel! LEna od samego rana opowiadała Tatusiowi, że ona idzie na zamek i będzie szukała króla i królowej. Nie znalazła. Ale zdziwiona była, że tyle ludzi pląta sie po dziedzińcu. A jeszcze bardziej zdziwioną minę miała, jak jedna pani turystka zwróćiła się do Lenki "You are so pretty small lady". Mina? w stylu "ale pani mnie nie obraża prawda?"
Jeszcze fotka Leny cwaniaka, kiedy to smok jeszcze ogniem nie zionął ;)
I mina - w stylu - Mama, jak chcesz to masz, uśmiechnę się :P

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz