Lena szczęśliwa. Pozwolenie od Pani Doktor na picie kakao dostała :) Pani Doktor - tak jak Mać przewidywała - zapisała syrop odczulający i maść. Przeglądnęła kartę Leny, i? I sie okazało, że rok temu byliśmy dokładnie o tej samej porze, też z uczuleniem... no, więc Pani Doktor ma jednak innego winowajce niż przewidywali Matka z Ojcem. Otóż - jest opcja, że przyczyna tkwi w alergenach wziewnych a nie w pokarmie... Roztocze, pleśnie, grzyby. To nasi podejrzani. Na razie mamy syrop, mamy dużą tubke maści, i tyle. Jak Lena skończy 4 lata a alergia pojawi się znowu, bądź będzie nam towarzyszyła w trakcie tego roku, to czeka nas wizyta u alergologa i ewentualne testy. Ale, tym będziemy się martwić później.. Na razie Lena nafaszerowana syropkiem, zasmarowana maścią śpi spokojnie... a ja mam nadzieję, że w końcu prześpimy noc bez budzenia "Mama, afaruj mnie, swędzi znowu"...
Dobranoc Wszystkim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz