Ano działamy z zabawami przedszkolnymi. Co prawda nie jesteśmy w stanie same poradzić sobie z niektórymi zabawami proponowanymi przez Agnieszkę i jej Smyki, bo jednak brak nam towarzystwa, ale mimo to - nie poddajemy się.
Tydzień owoców i warzyw za nami. Lena i bez tego potrafi rozróżnic większośc podsuwanych jej owoców i warzyw. Sałatki owocowej nie zdążyłysmy zrobić, bo... Lena zeżarła jabłko, gruszkę i marchewkę. Chciała również skosztować surowego ziemniaka, na szczęście Mama w porę podała obieraczkę i poprosiła o obranie go przed gotowaniem :) Pomysł Agnieszki na wycinanki warzyw i owoców i przyklejanie ich do straganu, ciut nam się zmodyfikował. Lena i owszem wycinała. Na początku to co trzeba, a potem i batoniki i inne smakołyki układając na kupce, jako wizualna lista zakupów dla Tatusia :)
Polecamy zabawę z wyciąganiem owoców i warzyw z worka i zgadywanie przy pomocy dotyku cóż się wylosowało. Z tego ćwiczenia Młoda miała nie lada frajde!
Tydzień drugi, to spacery i szukanie jesieni. I liście! zbieractwo na szeroką skalę i znoszenie do domu. układanie, przekładania, przyklejanie, zbieranie i zrzucanie na podłogę i patrzenie gdzie który pofrunie :) Dzięki tym liściowym zabawom, Mama zauważyła, że Lenka nareszcie zrozumiała różnice w pojęciach mały/duży. Wczesniej określenia te były używane przypadkowo. Teraz dokadnie wie, co które znaczy. Nauczyła się też rozróżniac liście. Nie tylko ze względu na kolor ("Mama, ten jest w kolorze słonka, a ten trawy"), ale wczoraj tłumaczyła Tatusiowi, że ten jest z klonu a ten z dębu. :) Tatko do kompletu dołożył dziecku orzech i olchę, ale nie wiem czy zapamiętała :)
Tydzień trzeci, to grzybyyy. Tu przyznam szczerze, że dziecko wiedzę swoją grzybiarską zdobywa już od czasu jakiegoś jeżdżąc z Tatkiem i Guzikiem dość regularnie do lasu. Rozróżnia kanie, opieńki, zajączki... Wie, że muchomor sromotnikowy ładnie wygląda, ale się go nie zbiera, bo jest trujący. Z lasu znosi również szyszki i liście. Tylko kasztanów nie mamy :( Mama nie znalazła jeszcze w okolicy kasztanowca niestety :(
Tyle krótkiego podsumowania. Jeszcze dodam, że pamięc Leny jest zdecydowanie... za dobra :P
Obok wierszyka o jeżu, oczywiście zapomniany przez Mamę ślimak z serem na pierogi. I piosenka o kotku! Niestety, ktoś nauczył Lene wersję... ciut inna.. Tzn. "Wlazł kotek na płotek i zrobił kupke". Nie wiem kto, ale jak dorwe, to uszy poobgryzam!