wtorek, 29 października 2013

takie tam

Lena szczęśliwa. Pozwolenie od Pani Doktor na picie kakao dostała :) Pani Doktor - tak jak Mać przewidywała - zapisała syrop odczulający i maść. Przeglądnęła kartę Leny, i? I sie okazało, że rok temu byliśmy dokładnie o tej samej porze, też z uczuleniem... no, więc Pani Doktor ma jednak innego winowajce niż przewidywali Matka z Ojcem. Otóż - jest opcja, że przyczyna tkwi w alergenach wziewnych a nie w pokarmie... Roztocze, pleśnie, grzyby. To nasi podejrzani. Na razie mamy syrop, mamy dużą tubke maści, i tyle. Jak Lena skończy 4 lata a alergia pojawi się znowu, bądź będzie nam towarzyszyła w trakcie tego roku, to czeka nas wizyta u alergologa i ewentualne testy. Ale, tym będziemy się martwić później.. Na razie Lena nafaszerowana syropkiem, zasmarowana maścią śpi spokojnie... a ja mam nadzieję, że w końcu prześpimy noc bez budzenia "Mama, afaruj mnie, swędzi znowu"...
Dobranoc Wszystkim.

poniedziałek, 28 października 2013

wszystkożerne dziecko

Z jedzeniem u Leny nigdy problemu nie było. Lubi właściwie wszystko. Wszystko chętnie próbuje. A nie, przepraszam, kapusta kiszona czy czerwona kapusta made by Mama nie bardzo wchodzi. Nie lubi też cukierków krówek, czy jakiś tam innych pierdół. Ciężko nawet sobie przypomnieć cóż Młodej nie wchodzi. Je zdrowe owoce, warzywa, jak i różne inne, mniej zdrowe. Ojjj, zawsze to Rodzicieli cieszyło, że Dziecię wszystko je. 
Niestety, od jakiegos czasu miewamy alergiczne problemy. Ojj, jak ciężko wytropić co Lenkę uczula skoro ona je właściwie wszystko i czasem nie idzie nadążyć co i w jakich ilościach...
W zeszłym roku był już "drobny" problem z orzechami. Ale że Lena lubi, to nie pytając nikogo o zdanie rozłupywała sobie orzechy młotkiem siedząc grzecznie za domem co by nikt nie widział.. A potem Matka się zastanawia co znowu?
No, więc orzechy to raz. W tym roku do kompletu doszło i jajko. No jak byk po Matce chyba odziedziczyła :( Jajko potwierdziło się kilka dni temu, jak po zjedzeniu małej ilości jajecznicy wsio wróciło... Orzechy, jajko wyeliminowane, a od wczoraj w nocy na nowo. Lena podrapana pod kolanami, czerwona jakby się poparzyła... A Mać zachodzi w głowę co jeszcze? Następny pomysł w kolejce - mleko. Bo kakao to Lena kocha. Jakby jej pozwolić, to moglaby tylko kakao pić! Ale.. kakao, płatki z mlekiem jemy od jakiś dwóch lat. Czyżby teraz nagle się Dziecko uczuliło? Drugi typ obstawia Tata - chipsy.. Dziecię ponoć zeżarło mu takie mega ostre... ponoć nawet dośc sporo tego wsunęła... Jutro wybieramy się do lekarza po syrop odczulający (bo skończył się nam po ostatniej porcji orzechów... ). Zobaczymy co nasza Pani Doktor powie na to wszystko... Bo Matka nie ma już pojęcia co i w jakich porcjach dawać Lence do jedzenia....

niedziela, 27 października 2013

mały wózek i duży wózek

Lena nauczyła się kolejnego wierszyka. Oczywiście, standardowo mówi go razem z Mamą.
Tym razem ambitniej, ale skubana zapamietała w oka mgnieniu:
"Kto Misiowi urwał ucho? No kto pytam?
Cicho, głucho! Nikt się teraz nie przyznaje?
Może jechał Miś tramwajem?
Może upadł biegnąc z górki?
Może go dziobały kurki?
Może Azor go tarmosił - urwał ucho - nie przeprosił?
Igła, nitka rączek para, naprawimy szkodę zaraz.
O! Już sterczą uszka oba, teraz Miś się nam podoba"

Ale wierszyki, wiersyzkami. 
Dzisiaj Lena zaskoczyła Rodziców. Wieczór, a nawet nei wieczór, ale za oknem już ciemno, gwiazdy świecą, Lena wychodzi z Tatusiem przed dom. Za chwilkę przybiega do mnie do kuchni i mówi:
"Mama, chodź szybko zobaczyć gwiazdy świecą"
No, to poszłam... a Lena mówi do mnie dalej:
"Zobacz, Mama, tam wysoko jest mały wózek i duży wózek" 
Oczywiście o Mały i Wielki Wóz chodziło.. 
Tatko zaskoczony. A przecież w Krościenku Dziecię nasze oglądało gwiazdozbiory siedząc z nami przy ognisku... Aż dziw, że ciągle pamiętała nazwy :)

poniedziałek, 21 października 2013

i wszystko stało się jasne...

Matka z Ojcem żyli do niedawna w błogiej nieświadomości... Że wychowują Dziecię i w ogóle... Wczoraj, czy przedwczoraj Lena wyprowadziła nas z błędu.
usłyszeliśmy: "Hej, przecież ja tu rządzę"
Pytań więcej nie posiadam, ponoć władzy podporządkować się trzeba :P
Przemilcze, że to Tatus myślał, że rządzi, posiadając atrybut władzy - pilota do tv.
No, to jednak sie mylił :P

czwartek, 17 października 2013

Wieści z domowprzedszkolnego frontu

Ano działamy z zabawami przedszkolnymi. Co prawda nie jesteśmy w stanie same poradzić sobie z niektórymi zabawami proponowanymi przez Agnieszkę i jej Smyki, bo jednak brak nam towarzystwa, ale mimo to - nie poddajemy się. 
Tydzień owoców i warzyw za nami. Lena i bez tego potrafi rozróżnic większośc podsuwanych jej owoców i warzyw. Sałatki owocowej nie zdążyłysmy zrobić, bo... Lena zeżarła jabłko, gruszkę i marchewkę. Chciała również skosztować surowego ziemniaka, na szczęście Mama w porę podała obieraczkę i poprosiła o obranie go przed gotowaniem :) Pomysł Agnieszki na wycinanki warzyw i owoców i przyklejanie ich do straganu, ciut nam się zmodyfikował. Lena i owszem wycinała. Na początku to co trzeba, a potem i batoniki i inne smakołyki układając na kupce, jako wizualna lista zakupów dla Tatusia :)
Polecamy zabawę z wyciąganiem owoców i warzyw z worka i zgadywanie przy pomocy dotyku cóż się wylosowało. Z tego ćwiczenia Młoda miała nie lada frajde!
Tydzień drugi, to spacery i szukanie jesieni. I liście! zbieractwo na szeroką skalę i znoszenie do domu. układanie, przekładania, przyklejanie, zbieranie i zrzucanie na podłogę i patrzenie gdzie który pofrunie :) Dzięki tym liściowym zabawom, Mama zauważyła, że Lenka nareszcie zrozumiała różnice w pojęciach mały/duży. Wczesniej określenia te były używane przypadkowo. Teraz dokadnie wie, co które znaczy. Nauczyła się też rozróżniac liście. Nie tylko ze względu na kolor ("Mama, ten jest w kolorze słonka, a ten trawy"), ale wczoraj tłumaczyła Tatusiowi, że ten jest z klonu a ten z dębu. :) Tatko do kompletu dołożył dziecku orzech i olchę, ale nie wiem czy zapamiętała :)
Tydzień trzeci, to grzybyyy. Tu przyznam szczerze, że dziecko wiedzę swoją grzybiarską zdobywa już od czasu jakiegoś jeżdżąc z Tatkiem i Guzikiem dość regularnie do lasu. Rozróżnia kanie, opieńki, zajączki... Wie, że muchomor sromotnikowy ładnie wygląda, ale się go nie zbiera, bo jest trujący. Z lasu znosi również szyszki i liście. Tylko kasztanów nie mamy :( Mama nie znalazła jeszcze w okolicy kasztanowca niestety :(

Tyle krótkiego podsumowania. Jeszcze dodam, że pamięc Leny jest zdecydowanie... za dobra :P
Obok wierszyka o jeżu, oczywiście zapomniany przez Mamę ślimak z serem na pierogi. I piosenka o kotku! Niestety, ktoś nauczył Lene wersję... ciut inna.. Tzn. "Wlazł kotek na płotek i zrobił kupke". Nie wiem kto, ale jak dorwe, to uszy poobgryzam! 

czwartek, 3 października 2013

Wierszyk

Lena nauczyła się, a dokładniej Mama nauczyła Lene wierszyka.
"Idzie jeż, idzie jeż, może Ciebie pokłóć też.
Pyta wróbel, Panie Jeżu, po co igły na kołnieżu?
Mam ja igły, ostre igły by mnie wróble nie ostrzygły".

Lena zadowolona, chętnie mówi ze mną wierszyk, a dzisiaj - rozpędziła się i mówi sama:
"Idzie jeż, idzie jeż,może Ciebie pokóć też. Pyta Gubel, panie jeżu, po co te igły a kołnieżu? Mam ja igły, ostre igły, by mnie guble nie strzygły"
Mama zadowolona i dumna mówi do LEny "To teraz idź do Taty i też mu wierszyk powiedz, Tata będzie sie cieszył i będzie ci brawo bił". No, to poszła. Powiedziała. "Wierszyk. Wierszyk o jeżu. No! Tata bij mi brawo"

No cóż, nad precyzją wypowiedzi chyba muszę popracować. Przynajmniej dopóki dziecko nie przestanie traktować tego co się mówi aż tak dosłownie :D