środa, 23 stycznia 2013

obiecane fotki ;)

 Jak tylko Mamcia dopadnie komputer, bądź aparat cioci, to może będzie więcej fotek. Chwilowo dostało nam sie ino 4 sztuki :)

Na początek Solina i okolice ;) 


 I z ciocią Anią na zaporze w Solinie :)




I na koniec jeszcze na narocioszkach ;) Mama nawet narty na nogach ma, a Tato tylko udaje :) Z racji tego, że Matka z Ojcem swe pierwsze kroki na nartach stawiali, Leluśka zjeżdżała ze stoku tylko z wujkiem Robertem ;)



wtorek, 22 stycznia 2013

ferie :)

Ferie zimowe trwają. I choć Lena ma ferie przez cały rok, to te, które wlaśnie trwają okazały się wyjątkowe :) A wszystko za sprawą cioci Ani i Wujka Roberta, którzy porwali całą naszą trójkę w Bieszczady na narty :)

Leluśka nawet dostała od nich swoje pierwsze narcioszki z kijkami i dzielnie trenowała :) MAtka z Ojcem? a w skrócie można powiedzieć, że Tatko załapał bakcyla, na nartkach nauczył się jeździć, śmigał caluteńki dzień, a teraz walczy z zakwasami :P z Mamą ciut gorzej... zdecydowanie nie zaprzyjaźniła się z orczykiem, więc na stok wjechała raz... i ma po tej "wątpliwej przyjemności" ślad do dzisiaj w postaci wielkiego siniaka nie powiem gdzie :P zjeżdżanie w dół... przemilczę, powiem tylko, że widoki ze stoku byly wprost wspaniałe! 

Ale, wracając do Lenki. Dziecię nasze na swych narcioszkach jeździło, na desce cioci Ani również. Co prawda używało jej nie do końca zgodnie z zamysłem producenta, ale co tam, nie będziemy się czepiać szczegółów :P Lenuśka na na rtach ze stoku również zjeżdżała. Z wujkiem Robertem, bo Tatko nie czuje się na nartach na tyle dobrze i pewnie, żeby z Córcią zjeżdżać. Z Lelusiowych zjazdów są nawet zdjęcia. Matka wrzuci, jak tylko ciocia Ania nam je udostępni ;)

Ale i tak najlepszą frajdą było przewracanie cioci na śnieg ;) każda przewrotka poprzedzona była liczeniem Leny... było tylko "jeden, dwa" i rzucała się z głośnym śmiechem na ciocię ;) A Mama zastanawia się tylko, czy Lena zaczyna liczyć? Czy to tyko przypadek, powtórzony kilka albo i kilkanaście razy? Czas pokaże ;)

Drugi dzień naszej narciarskiej eskapady niestety przyniósł ze sobą odwilż. Wujek coprawda pytał czy mamy ochote na narty.. tym razem wodne :D ale chętnych jakoś nie było ;) za to troszkę pozwiedzaliśmy. Solina, Polańczyk i okolice ;) na zaporze w Solinie byliśmy, Lenka zakupiła sobie skarbonkę - słonika i zaczyna zbierać pieniążki na wakacje ;) 
No, i poza tym wszyskim, co widzieliśmy, jak się bawiliśmy, to Lena zyskała nowego Dziadka ;) jak tylko ktoś jej na coś nie pozwalał (w szczególności męczyć kotka), to od razu uciekała od nas "Dziadziu, Dziadziu". A Dziadek kotka łapał, i dziecku głaskać pozwalał ;) biedny kot, chyba bedzie miał małą traumę, bo zaraz po przyjeździe Lenusia... ugryzła kota w ucho!

Póki co, czekamy na zdjęcia, to pochwalimy się jaką mamy małą i dzielną narciarkę ;)

środa, 9 stycznia 2013

zabawy na śniegu i przemeblowanie :)

Rewelacja, śniegu nam napadało wczoraj. I nawet udało mu sie wytrwać do dzisiaj, żeby Leluśka miała frajdę i zabawę ;) przed południem oczywiście obowiązkowo musiała pomóc Tatusiowi w odśnieżaniu i noszeniu drzewa ;) Zaś po południu były wygłupy i świrowanko całą rodzinką ;)
Tatko i Mama chcieli nawet ulepić bałwana, ale śnieg nie za bardzo chciał się lepić... Tatko, żeby Cócia miała frajdę chwycił za łopatę do odśnieżania i zagarniał śnieżek na kupe. Bałwan prawie powstał... Prawie, bo Leluśka go dopadła i trochę skrzywdziła :) 
Ale wojna śnieżkowa była! Lena tylko ganiała i wołała, żeby jej "piłkę" zrobić  :) w bitwie oczywiście brały udzial i nasze psiaki :) Luna dzielnie uciekała, natomiast Guzik ganiał za śnieżkami :) co dziwniesze, zainteresowania ganianiem za patykami w ogóle nie był nigdy zainteresowany. A śnieżki to wspaniała zabawa ;)

Zdjęć brak, bo niestety, ale Mać musiała celnie w Tatusia trafiać, a potem uciekać przed atakiem. Szczególnie, że Tatko łopaty odśnieżającej, wykorzystywanej do tworzenia bałwana zaczął uzywać jako ciężkiej altyrelii śnieżkowej przeciwko Mamie. Mać cała w śniegu uciekła do domu i z aparatem wolała się mimo wszystko już nie wychylac :)

przemeblowanie już prawie skończone. Zakupilismy w biedronce nową szafę narożną, co wymusiło na nas małe poprzestawianie pozostałych mebli ;) efekt rewelacyjny, i od razu więcej miejsca do rozrabiania dla dzieci się u nas w domku zrobiło ;) Mama zadowolona, bo moglismy sobie wreszcie pozwolić na wyrzucenie takiej starej, przedpotopowej szafy, na którą Matka dosłownie już patrzeć nie mogła! Po opróżnieniu szafy ze wszystkich szpargałów i ubrań, Lena miała niezłą frajdę. wlazła do szafki i próbowała się w niej zamknąć, twierdząc, że idzie spać :P

mam zdjęcia, ale wrzuce je dopiero jutro ;)

a tymczasem znikam, metody numeryczne na mnie czekają :(

miłego wieczorku Wszystkim :)

niedziela, 6 stycznia 2013

alergia....

Tym razem jednak nie dotyczy ona Leny, a Matki i Ojca, którzy to mają zdecydowaną alergie na teletubisie.... W związku z  czym, Dziecię nasze owej bajki nie znało. Aż do dzisiaj.. Przyjechała siostra Leny i przywiozła ze sobą kilka płyt z teletubisiami.... Mówiąc bezczelenie, to Matka czeka już aż siostra wyjedzie, żeby owe płytki schować gdzieś wysoko w zakamarkach szafy... Niestety, w tym jednym przypadku Matka w ogóle wyrozumiałości nie przejawia... bo teletubisiów po prostu nie zdzierży....

Wracając do bardziej przyjemnych spraw.. Lena uwielbia rysować. I to juz od dawna. Jednak od dni kilku Mać zauważyła ... jak by to nazwać... wzrost precyzji wykonywanych czynności :P Siedzi wczoraj wieczorem Córcia, porwawszy Matce kartkę i długopis, siadła przy stole, i rysuje maciupeńkie robaczki... Mać po czasie jakimś zadziwiona, że Lenka już tyle czasu sama zajmuje się rysowaniem, podchodzi popodglądać... i co widzi? Rysowane z namiętnością kółeczka :) Chociaż nie, to nie były kółeczka, Dziecie uświadomiło Matkę, że to jest buzia, a tu są oczy :D a tak w całości to Tata jest :D potem postaram się fotkę pstryknąć Tatusiowej podobizny :)

Póki co foteczki z samego momentu rysowania Tatuśka :)



 Z czasem nawet Patrycja przyszła porysować razem z Leluśką.


 I na koniec jeszcze bałagan, jaki to zafundowała Rodzicom Leluśka :)


wtorek, 1 stycznia 2013

Witaj Nowy Roku :)

Lena własnie dopadła pilota... Matki uszu dobiega taka oto rozmowa:
(Lena) "ja włącze bajke, dobze Tata?" "ja włącze MEssi, dobze? krecika dobze?" jak Tatko powiedział, że nie teraz, bo ogląda film, to Córcia na to "Ja Tobie włącze bajkę, dobze?"  i jak tu z taką dyskutować? Skoro pomysł włączenia bajki specjalnie dla Tatusia ma być zrealizowany?

Matce właśnie dostał sie pilot... Lena mówi do Taty "koniec zabawy pilotem" po czym bierze go, przynosi do mnie i mowi "Mama, chowaj pilota Taty" :)

Slwester jak Sylwester... Lena przespała :D i w ogóle nie przejmowala sie hałasem ani niczym innym... Za to nasze psiaki przeżyły mały stres... nawet dzisiaj, jak tylko usłyszą petardę, tak od razu po drzwiach drapią, żeby je do domu  wpuścić... Luna wczoraj od razu po wejściu do domu jak dała nura pod łóżko, to dopiero dzisiaj rano się raczyła wystawić pyszczka... 

Bilans poświąteczny jest taki, że Lena wymęczona, trochę marudząca... Znowu będzie chwilka potrzebna aż do pionu wróci.. Znaczy sie Matka musi wykrzesać z siebie dodatkowe pokłady cierpliwości...