świąteczny nastrój zagościł i u nas! Choinka unrana, w domu pachnie ciastkami... Lena niby obiecywała, że mi pomoże.. I pomagała, dotrzymywała towarzystwa, nadzorowała... zwał jak zwał, w każdym razie dopóki Matka ciasto mieszała, gniotła itp, asystę w kuchni miała. Po 2 h trzymania w lodówce, jak przyszedł czas na wałkowanie, wycinanie i pieczenie, tak Córcia z miejsca się ulotniła! No bo przecież Tatko choinke do pokoju wniósł, więc zaczęło się wielkie ubieranie :) Lena, podobnie jak i rok temu bombki wszelkie dzielnie Tatusiowi podawała, a Tatko wieszał, wieszał i końca nie było :P co do jednej Córunia kazała pouwieszać. Oszczędziła ino jedną, tę od cioci Asi, w której o dziwo, jeszcze mieszkają sobie cukierki ;) było ich tyle, że Lena jeszcze im rady nie dała :D
Jutro w planach sernik... Córcia też niby obiecała pomóc... zobaczymy jak jej to wyjdzie :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz