sobota, 28 września 2013

Domowe Przedszkole.

Miało być przedszkole. Takie tradycyjne, z paniami wychowawczyniami,  z dziećmi, bez Mamy. Nie wyszło. Mama wie jedno, w następnym roku składamy podanie do naszego przedszkola, bez obiecanego pewnego miejsca, za to ze znaną od początku opłatą i wszelkimi innymi warunkami :)
Trochę Mamie smutno, bo Lenka cieszyła się, że do przedszkola, do dzieci pójdzie. No, ale... załamana z powodu spędzenia kolejnego roku z Mamą w domu bynajmniej jednak nie jest.
Nie zamierzamy jednak próżnować. Dzięki uprzejmości Agnieszki, Mamy dwóch przewspaniałych smyków - MArtynki i Tomaszka (rówieśnicy Lenki), będziemy przynajmniej częściowo - na tyle, na ile będę w stanie realizować to, co uczyłaby się Lena będąc w prawdziwym przedszkolu. 
Pomysły i inspiracje będziemy czerpać pełnymi garściami od Ciebie, Agnieszko i bardzo serdecznie dziekujemy za stworzenie "Domowego Przedszkola" :)
Dla wszystkich ciekawych i zainteresowanych, polecamy zaglądnąć do Agi i Dzieciaków, Kreatywnik  to prawdziwa skarbnica zabaw kreatywnych, w jakie można bawić się z dziećmi w warunkach domowych, dbając jednocześnie o prawidłowy rozwój maluchów.   

niedziela, 22 września 2013

Podróże. Te małe i te duże.

Tym razem na warsztat podróże małe. 
Jeżdżąc busem do Krakowa za każdym razem przejeżdżamy z Lenką przez most. "Mama patrz, woda! rzeka jest!" "tak, Lenusiu, to Wisła" "Mama, czemu Wisła?" czemu, lub dlaczego, to dwa ulubione pytania Leny w ostatnim czasie. Ci, co mają okazję dość często przybwac z Lenką wiedzą, że co by się nie powiedziało i tak usłyszy się "czemu, aczego?". Jednak kiedy pytania te zada się Lenie - na 99,99% można spodziwać się odpowiedzi "Bo tak" albo "Bo nie". I na tym Dziecię dyskusje wszelkie ucina!
Wracając jednak do Krakowa, busa i Wisły. Otóż, Wisłe pokonujemy mostem Dębnickim, z którego widok na Wawel jest po prostu idealny. Zamek widać jak na dłoni. Wiele razy opowiadałam Lence o zamku, że tam mieszkał król i królowa i że u stóp zamku stoi smok ziejący ogniem. Ale dosyć samego gadania, tłumaczenia i odpowiadania na pytania dlaczego. Postanowiłam Dziecięciu wszystko pokazać. Oj piesze wędrówki po Krakowie są piękne. A jeszcze piękniej Córcia pada po nich wieczorem w łóżku i śpi sobie spokojnie :)
Ale... wracając do smoka. W zeszłym tygodniu poświęciłyśmy sobie dwa dni na spacerowanie po Krakowie. Środa - herbatka u cioci Asi, a następnie spacer... od pl. inwalidwów, do mostu Dębnickiego, zejście nad Wisłe i wzdłuż rzeki pod zamek, a dalej przez most Grunwaldzki do Tatusia :) Z postojem przy zamku. A dokładniej - to na tapetę poszedł smok. Świetny był. Młoda chętnie na ogromnego kamlota wlazła. Smoka, a raczej "Foka" po łapce głaskała... I niby wiedziała, że smok ogniem zieje... ale jak buchnął ogniem, tak Lena na smoka fochem rzuciła! Było tylko "Mamo, Mamo, Mamo" i juz Dziecka na kamieniu nie było. Ba! co tam na kamieniu! od razu uciekać chciała! Byle jak najdalej. Z bezpiecznej odległości pozwoliła łaskawie poczekać i zobaczyć co to się właściwie dzieje. I smok juz jest okej, byle na odległość :P
Dwa dni później postanowiłyśmy znowu pojechac do Krakowa. Tym razem na tapetę poszedł Wawel! LEna od samego rana opowiadała Tatusiowi, że ona idzie na zamek i będzie szukała króla i królowej. Nie znalazła. Ale zdziwiona była, że tyle ludzi pląta sie po dziedzińcu. A jeszcze bardziej zdziwioną minę miała, jak jedna pani turystka zwróćiła się do Lenki "You are so pretty small lady". Mina? w stylu "ale pani mnie nie obraża prawda?"
Jeszcze fotka Leny cwaniaka, kiedy to smok jeszcze ogniem nie zionął ;)

I mina - w stylu - Mama, jak chcesz to masz, uśmiechnę się :P

sobota, 7 września 2013

jak ten czas leci....

Pędzi, leci nie wiadomo gdzie. PRzeciez dopiero co Lenusia się urodziła, a tu już minęły 3 lata od chwili, kiedy mały łobuziak wkroczył w nasze życie. Przez te trzy lata wiele się zmieniło, szczególnie Lenka. Urosła, zaczęła gadac, samodzielnie się przemieszczać, pyskować, czy wręcz kłócić się z Rodzicami. Lenka ma własne zdanie, które stara się wyegzekwować od otoczenia. Rośnie nam radosna, usmiechnięta, pewna siebie Kobitka. Wie czego chce, stara się konsekwentnie dążyć do celu. 
Tak wyglądała Lenka 3 lata temu:


Już wtedy było widać, że rośnie nam niezłe ziółko ;) jeszcze siedziec nie potrafiła, a umiała już demolke w łóżeczku zrobić :) Teraz robi demolkę i zamieszanie w okół siebie na zdecydowanie większej powierzchni :)

Dla porównania - tak wygląda Lenka dzisiaj :)

 I jeszcze tegoroczny maminy wypiek - miała być "Bolonka", ale Mamcia w trakcie fazy logistycznej zmieniła koncepcję :) Tort "Kólik" jak to stwierdziła Lenka. Radosna twórzość Mamy, opierająca się na połączeniu różnych przepisów :)
Oto efekt:

 W tym roku podczas przygotowania torcika pomagał Wujek Łukasz. Swoją droga obiecał, że w przyszłym roku robi torta razem z Mamcią ;) Wujek, trzymamy za słowo! I dziękujemy za tegoroczną pomoc ;) na przyszły rok w takim razie wymyśle coś specjalnego :D


poniedziałek, 2 września 2013

Fotki z gór :)

Mamcia dostała maila z kilkoma fotkami. Chwalimy sie zatem :)

Wygłupy z Wujkiem Pawłem na polu namiotowym, lub jak to mówi Lenusia "amiotowym".



I już na szlaku :) brakuje tylko cioci Magdy, która nie rozstawała się z aparatem :)


Górski strumyk w wąwozie Homole. Lena zamoczyła ręce "Mama, jaka zimna boda!"


W drodze do wąwozu - wszystkie kamienie były Lenki :) 

 I drzewa zresta też :)

 No i "gólyyyy, mama gólyyy, patrz mama!"


I skałki, za jakiś czas chyba Lenka zacznie wspinac się z ciocią Magdą i wujkiem Pawłem :) bo skałki jakoś szczególnie jej się spodobały :)



 I na koniec jeszcze Szczawnica. W tle fontanna. Lenka wrzuciła pieniążka do fontanny, więc na pewno jeszcze tam wrócimy :) Jednak następnym razem - mama ominie pijalnię wód, tym razem sie skausiliśmy. Matka na Józefinę, a Tatko na Józefa i potem jeszcze chyba Jana. Oj jaka słona ta woda, okropna, niedobra... ale.. ponoć to co dobre nie zawsze jest zdrowe :)




poniedziałek, 26 sierpnia 2013

zacznamy zwiedzać :)

W związku z tym, że Lena już duża dziewczynka jest i dzielna, i silna, i odważna, Rodzice postanowili pierwszy raz wyjechać pod namioty :) Z ciocią Magdą i wujkiem Pawłem bawilismy się wyśmienicie.
Z większych podróży w życiu Lenki możemy wymienić na razie
1. Wyjazd w Bieszczady na narty z ciocią Anią i wujkiem Robertem - styczeń 2013
2. Wyjazd na majówkę do Wielkopolski do cioć, wujków i Kuzyna Antosia - maj 2013
i oczywiście - Pieniny, sierpień 2013 :)
Jako że Matka z Ojcem załapali bakcyla na górskie wędrówki (bo Dziecię nasze chętne jest do aktywności wszelakich), szykują nam się częstsze wypady. Może nie zawsze połączone z nocowaniem poza domem, ale trzeba poznawać okolicę :)


Wracając jednak do minionego wyjazdu (po którym Matce została kupa prania :P ), to trzeba stwierdzić, że pogoda nam się udała. Niedziela piękna, słoneczna. Tatusia i Wujka kusiły Trzy Korony, Matka nie miała zdania, bo totalnie nie zna się na górach (Mać potrafi co najwyżej okreslić trudnośc nadbałtyckich szlaków :P ), ale Ciocia przekonała wszystkich, że lepiej będzie pokazac Lence Wąwóz Homole. Szczególnie, że Robak Mały nigdy wczesniej po górkach nie biegał. W każdym razie po górkach takiego rozmiaru.

I co? I dała rade! co prawda przy schodzeniu był mały kryzys, ale w opelku czekała nagroda :)
Idąc do Wąwozu - trzeba było za Lenką dosłownie biec :) Skakała po kamieniach, moczyła rączki w górskim strumyku wołając "Mama, ale zimna boda (woda)". Z Wąwozu Homole szlak turystyczny biegnie na najwyższy szczyt w Pieninach - Wysoką. My jednak zostawiliśmy sobie zdobycie góry na później, jak Lenki nóżki jeszcze troche urosną i nabiorą więcej sił :)
Kilka fotek (tylko kilka, jak Mama dostanie zdjęcia od cioci Magdy, to dorzucimy coś jeszcze):

W drodze do Wąwozu:

 

A to już i sam Wąwóz :)


Lenka na szlaku - konkretnie na rozdrożu. Za nią skałki - po których dzielnie się wspinała. Na prawo - był szlak na Wysoką oraz pole namiotowe. Na lewo - do wyciągu krzesełkowego Homole (na pomysł Tatusia na przejażdżkę w dół i spowrotem w górę - Lena zdecydowanie i kategorycznie odmówiła) oraz na halę, na której? był plac zabaw :)


I jeszcze fotki ze skałek, bo Lenka nam nie odpuściła - trzeba było iść i pozwiedzać, powsipnać się trochę po kamieniach :)




No i oczywiście - konieczny punkt każdej wycieczki z dzieckiem - plac zabaw :) W Krościenku znaleźliśmy dwa. Całkiem spore, zadbane, ogrodzone. Lenę ciężko było z nich wyciągnąć :)



Na koniec dzisiejszego szybkiego "raportu" jeszcze widoki z pola namiotowego. Pole ustytuowane tuż przy samym Dunajcu. Woda płytka, ale Leny na szczęście do niej nie ciągnęło - zbyt zimna :)


I fotka z dzisiejszego poranka - 7 rano, całe pole pogrążone we śnie, a my z Leną już spacerowałyśmy :) Na hasło "Lenka, uśmiech", Dziecię zrobiło taką właśnie minę :)




Coś więcej postaram się napisać, jak już zdobędę resztę fotek :)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Przedszkole :)

Wszystko jest na dobrej drodze, żeby Lenka od września stała sie przedszkolakiem. Szczęściu należy jednak trochę pomóc. Lenuśkowe przedszkole rusza dopiero w tym roku. Aktualnie prowadzony jest nabór dzieci. Dla Wszystkich chętnych informacja poniżej :)



Serdecznie zapraszamy :)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

z cylu rozmowy z Lenką

Środek nocy, a Lena budzi się na pogawędkę. Cuduje, kombinuje... aż w końcu pyta "Mama, a gdzie jest moje burczenie? chyba się zgubiło. Mój busk (brzuch) nie jest głodny, bo nie ma burczenia".

Druga, niezwykle ważna w ciągu nocy kwestia to? "Mama, a gdzie jest Słonko?" "Noc jest, Słonko śpi". Na co Lenusia mówi "Aha, Słonko jest męczące". w sensie, że zmęczone :) Bo Lena też jest męcząca a nie zmęczona przecież :)

Stwierdzić muszę obiektywnie, że Dziecię nawet z sensem w tej nocy się wypowiadało. Budując zdania, opowiadając... więcej niestety nie pamiętam, bo ja to tak tego... średnio świadoma byłam :P