poniedziałek, 25 lutego 2013

Apel

Dzisiaj MAć wklei tylko apel do Wszystkich ludzi o dobrym serduszku.



środa, 20 lutego 2013

do Wszystkich Ludzi o Wielkim Sercu!

JAk każdego roku o tej porze ludzie proszą o pomoc. O przekazanie 1% podatku dla różnych osób. 

W tym roku równiez i my zwracamy sie z prośba o pomoc. Razem z  Lenką prosimy o przekazanie tego jednego procenta dla Antosia - kuzyna Lenusi!



Zdjęcie niestety jest dosyć małe, po kliknięciu na fotkę powiększy się. Mam nadzieję, że na tyle czytelne będzie, żeby przeczytac co trzeba :) z góry dziekujemy  wszystkim za pomoc!

poniedziałek, 18 lutego 2013

w ciągłym pędzie...

Brakuje nam czasu ostatnio dosłownie na wszystko. Znaczy się Matce brakuje. Na bloga w szczególności. Na smykach, to przynajmniej Anetka raz na czas jakis MAtce na ambicje wjeżdżała i jakies notatki sie pojawiały. A tu cicho, pusto głucho u nas w ostatniom czasie.
Wszystko za sprawa nauki i pracy. Mać nie może sie ogarnąć i wyjść na prostą, a tu co chwile coś.. SESJA, czyli dla nie wtajemniczonych - System Eliminacji Studenów Jest Aktywny - daje Matce neiźle w kość. Po uporaniu się z paniami w dziekanacie (względnym uporaniu, bo do dnia dzisiejszego Matczyne podania leżą i nabierają mocy urzędowej...) MAtka zabrać mogła się nareszcie za naukę. Oj ciężko idzie, ciężko.. ale kiedys może się uda :)

A Lenusia? A rośnie. Zdrowa jest. Uśmiechnięta. Raczy nas swoimi tekstami. Hitem ostatnich dni jest pytanie "Lenka, a jak Ty masz na nazwisko?" Początkowo odpowiedź była "Nie mam nazwisko, ja Lenka jestem". A właściwie to "Nenka" jak to dziecię mówi ;) ale od wczoraj odpowiedź na pytanie uległa zmianie "Kapśyk mam nazwisko" :D

Poza tym liczymy. A raczej zaczynamy liczyć ;) w zakresie od jeden do pięciu. Czasem nawet udaje nam się w dobrej kolejności ;) 
Chyba koniec notki, Matka nie jest już w stanie zdania porządnie skleić. 

piątek, 1 lutego 2013

poferiowo ;)

Trochę się u nas ostatnio dzieje. Niestety Mama nie może znaleźć ani za bardzo czasu na bloga, ani nie za bardzo czuje przypływ weny twórczej, więc blog ... ehh.. no pusto nam się tutaj zrobiło :(

dziś tylko mała,szybka notatka, zanim starej Matce wsio z głowy wyleci.

Ferie, ferie i po feriach chciałoby się rzec. Najpierw Lena w Bieszczadach była, potem do Leny przyjechala siostra i dzikie szaleństwo stało się naszą codziennoscią. Matka cieszy się z ciszy i spokoju jaki nastał u nas w domu ;) pogoda na szczęście w tym czasie dopisała i dziewczyny, a zwłaszcza Patrycja, miały okazję wyszaleć się na polku, jeździć na sankach, bałwana lepić, w Tatusia śniegiem rzucać ;) wybawiły się nieziemsko. 
W niedzielę, zanim Patrycja wróciła do siebie do domku, pojechaliśmy jeszcze w odwiedziny do babcci Eli. Nie wiem kto się bardziej cieszył, babcia czy dziewczyny ;) 
Lena popisała się swoja troskliwością i opiekuńczością ;) U cioci Halinki jest bowiem mały dzidziuś. Dziewczynka. Izunia. Kuzynka Leny. Mać musiała się nacieszyć małym berbeciem. Jak ja szybko zapomniałam, jak maleńkie są takie dzieciaczki ;) Lena w pierwszej chwili chyba ociupinkę zazdrosna była, bo ledwo Mać czteromiesięczną Izę na ręce wzięła, tak od razu dziecię me zapałało do mnie wzmożonym uczuciem i poczuła nieodparta potrzebe tulenia do MAtki ;) Na szczęście po chwili jej przeszło. Lena po chwili musiała mi we wszystkim pomagać. Karmiła dzidziusia, smoczka podawała, a jak upadł na podłogę to do babci leciała "Babacia, umyj, brudny jest". I tylko jednego Leluśka nie mogła zrozumieć - dlaczego nikt jej nie chce dać dzidziusia na ręce??
A teraz czas na powrót do rzeczywistości, codziennosci... znaczy się, Leluśka sama w domku już, bez siostry. Matka ma multum nauki, bo ponoć system aktywny (znaczy się System Eliminacji Studentów Jest Aktywny). Znaczy się, że uczyć się trzeba :( Tatko na dwie zmiany robi. Albo z Leluską siedzi i w nianię się bawi, albo jeździ to tu, to tam i cv rozwozi.. 

taka ot, szara codzienność nas dopadła. Ale.. byle do wiosny ;)

środa, 23 stycznia 2013

obiecane fotki ;)

 Jak tylko Mamcia dopadnie komputer, bądź aparat cioci, to może będzie więcej fotek. Chwilowo dostało nam sie ino 4 sztuki :)

Na początek Solina i okolice ;) 


 I z ciocią Anią na zaporze w Solinie :)




I na koniec jeszcze na narocioszkach ;) Mama nawet narty na nogach ma, a Tato tylko udaje :) Z racji tego, że Matka z Ojcem swe pierwsze kroki na nartach stawiali, Leluśka zjeżdżała ze stoku tylko z wujkiem Robertem ;)



wtorek, 22 stycznia 2013

ferie :)

Ferie zimowe trwają. I choć Lena ma ferie przez cały rok, to te, które wlaśnie trwają okazały się wyjątkowe :) A wszystko za sprawą cioci Ani i Wujka Roberta, którzy porwali całą naszą trójkę w Bieszczady na narty :)

Leluśka nawet dostała od nich swoje pierwsze narcioszki z kijkami i dzielnie trenowała :) MAtka z Ojcem? a w skrócie można powiedzieć, że Tatko załapał bakcyla, na nartkach nauczył się jeździć, śmigał caluteńki dzień, a teraz walczy z zakwasami :P z Mamą ciut gorzej... zdecydowanie nie zaprzyjaźniła się z orczykiem, więc na stok wjechała raz... i ma po tej "wątpliwej przyjemności" ślad do dzisiaj w postaci wielkiego siniaka nie powiem gdzie :P zjeżdżanie w dół... przemilczę, powiem tylko, że widoki ze stoku byly wprost wspaniałe! 

Ale, wracając do Lenki. Dziecię nasze na swych narcioszkach jeździło, na desce cioci Ani również. Co prawda używało jej nie do końca zgodnie z zamysłem producenta, ale co tam, nie będziemy się czepiać szczegółów :P Lenuśka na na rtach ze stoku również zjeżdżała. Z wujkiem Robertem, bo Tatko nie czuje się na nartach na tyle dobrze i pewnie, żeby z Córcią zjeżdżać. Z Lelusiowych zjazdów są nawet zdjęcia. Matka wrzuci, jak tylko ciocia Ania nam je udostępni ;)

Ale i tak najlepszą frajdą było przewracanie cioci na śnieg ;) każda przewrotka poprzedzona była liczeniem Leny... było tylko "jeden, dwa" i rzucała się z głośnym śmiechem na ciocię ;) A Mama zastanawia się tylko, czy Lena zaczyna liczyć? Czy to tyko przypadek, powtórzony kilka albo i kilkanaście razy? Czas pokaże ;)

Drugi dzień naszej narciarskiej eskapady niestety przyniósł ze sobą odwilż. Wujek coprawda pytał czy mamy ochote na narty.. tym razem wodne :D ale chętnych jakoś nie było ;) za to troszkę pozwiedzaliśmy. Solina, Polańczyk i okolice ;) na zaporze w Solinie byliśmy, Lenka zakupiła sobie skarbonkę - słonika i zaczyna zbierać pieniążki na wakacje ;) 
No, i poza tym wszyskim, co widzieliśmy, jak się bawiliśmy, to Lena zyskała nowego Dziadka ;) jak tylko ktoś jej na coś nie pozwalał (w szczególności męczyć kotka), to od razu uciekała od nas "Dziadziu, Dziadziu". A Dziadek kotka łapał, i dziecku głaskać pozwalał ;) biedny kot, chyba bedzie miał małą traumę, bo zaraz po przyjeździe Lenusia... ugryzła kota w ucho!

Póki co, czekamy na zdjęcia, to pochwalimy się jaką mamy małą i dzielną narciarkę ;)

środa, 9 stycznia 2013

zabawy na śniegu i przemeblowanie :)

Rewelacja, śniegu nam napadało wczoraj. I nawet udało mu sie wytrwać do dzisiaj, żeby Leluśka miała frajdę i zabawę ;) przed południem oczywiście obowiązkowo musiała pomóc Tatusiowi w odśnieżaniu i noszeniu drzewa ;) Zaś po południu były wygłupy i świrowanko całą rodzinką ;)
Tatko i Mama chcieli nawet ulepić bałwana, ale śnieg nie za bardzo chciał się lepić... Tatko, żeby Cócia miała frajdę chwycił za łopatę do odśnieżania i zagarniał śnieżek na kupe. Bałwan prawie powstał... Prawie, bo Leluśka go dopadła i trochę skrzywdziła :) 
Ale wojna śnieżkowa była! Lena tylko ganiała i wołała, żeby jej "piłkę" zrobić  :) w bitwie oczywiście brały udzial i nasze psiaki :) Luna dzielnie uciekała, natomiast Guzik ganiał za śnieżkami :) co dziwniesze, zainteresowania ganianiem za patykami w ogóle nie był nigdy zainteresowany. A śnieżki to wspaniała zabawa ;)

Zdjęć brak, bo niestety, ale Mać musiała celnie w Tatusia trafiać, a potem uciekać przed atakiem. Szczególnie, że Tatko łopaty odśnieżającej, wykorzystywanej do tworzenia bałwana zaczął uzywać jako ciężkiej altyrelii śnieżkowej przeciwko Mamie. Mać cała w śniegu uciekła do domu i z aparatem wolała się mimo wszystko już nie wychylac :)

przemeblowanie już prawie skończone. Zakupilismy w biedronce nową szafę narożną, co wymusiło na nas małe poprzestawianie pozostałych mebli ;) efekt rewelacyjny, i od razu więcej miejsca do rozrabiania dla dzieci się u nas w domku zrobiło ;) Mama zadowolona, bo moglismy sobie wreszcie pozwolić na wyrzucenie takiej starej, przedpotopowej szafy, na którą Matka dosłownie już patrzeć nie mogła! Po opróżnieniu szafy ze wszystkich szpargałów i ubrań, Lena miała niezłą frajdę. wlazła do szafki i próbowała się w niej zamknąć, twierdząc, że idzie spać :P

mam zdjęcia, ale wrzuce je dopiero jutro ;)

a tymczasem znikam, metody numeryczne na mnie czekają :(

miłego wieczorku Wszystkim :)