Ferie zimowe trwają. I choć Lena ma ferie przez cały rok, to te, które wlaśnie trwają okazały się wyjątkowe :) A wszystko za sprawą cioci Ani i Wujka Roberta, którzy porwali całą naszą trójkę w Bieszczady na narty :)
Leluśka nawet dostała od nich swoje pierwsze narcioszki z kijkami i dzielnie trenowała :) MAtka z Ojcem? a w skrócie można powiedzieć, że Tatko załapał bakcyla, na nartkach nauczył się jeździć, śmigał caluteńki dzień, a teraz walczy z zakwasami :P z Mamą ciut gorzej... zdecydowanie nie zaprzyjaźniła się z orczykiem, więc na stok wjechała raz... i ma po tej "wątpliwej przyjemności" ślad do dzisiaj w postaci wielkiego siniaka nie powiem gdzie :P zjeżdżanie w dół... przemilczę, powiem tylko, że widoki ze stoku byly wprost wspaniałe!
Ale, wracając do Lenki. Dziecię nasze na swych narcioszkach jeździło, na desce cioci Ani również. Co prawda używało jej nie do końca zgodnie z zamysłem producenta, ale co tam, nie będziemy się czepiać szczegółów :P Lenuśka na na rtach ze stoku również zjeżdżała. Z wujkiem Robertem, bo Tatko nie czuje się na nartach na tyle dobrze i pewnie, żeby z Córcią zjeżdżać. Z Lelusiowych zjazdów są nawet zdjęcia. Matka wrzuci, jak tylko ciocia Ania nam je udostępni ;)
Ale i tak najlepszą frajdą było przewracanie cioci na śnieg ;) każda przewrotka poprzedzona była liczeniem Leny... było tylko "jeden, dwa" i rzucała się z głośnym śmiechem na ciocię ;) A Mama zastanawia się tylko, czy Lena zaczyna liczyć? Czy to tyko przypadek, powtórzony kilka albo i kilkanaście razy? Czas pokaże ;)
Drugi dzień naszej narciarskiej eskapady niestety przyniósł ze sobą odwilż. Wujek coprawda pytał czy mamy ochote na narty.. tym razem wodne :D ale chętnych jakoś nie było ;) za to troszkę pozwiedzaliśmy. Solina, Polańczyk i okolice ;) na zaporze w Solinie byliśmy, Lenka zakupiła sobie skarbonkę - słonika i zaczyna zbierać pieniążki na wakacje ;)
No, i poza tym wszyskim, co widzieliśmy, jak się bawiliśmy, to Lena zyskała nowego Dziadka ;) jak tylko ktoś jej na coś nie pozwalał (w szczególności męczyć kotka), to od razu uciekała od nas "Dziadziu, Dziadziu". A Dziadek kotka łapał, i dziecku głaskać pozwalał ;) biedny kot, chyba bedzie miał małą traumę, bo zaraz po przyjeździe Lenusia... ugryzła kota w ucho!
Póki co, czekamy na zdjęcia, to pochwalimy się jaką mamy małą i dzielną narciarkę ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz