sobota, 29 grudnia 2012

powtórka z rozrywki...

znaczy się, w Nowy Rok wchodzimy po raz kolejny z nieciekawym nastrojem, ze stresem o to co będzie za chwilę... Wczoraj Tatko dowiedział się, że mu umowy nie przedłużą... Zresztą nie tylko jemu, Matkę najbardziej śmieszy, że nie przedłużono umów osobom, które miały najwięcej na głowie.. no, ale cóż, to chyba nie nasz problem. Matka, słysząc to i owo co się ostatnio w tej firmie działo, zastanawia się tylko nad jednym... jak szybko jaśnie pan szef doprowadzi firmę do bankructwa... Ale, kij z tym, trzeba jakoś kilka dni przetrzymać, a po nowym roku zacząć rozwozić cv to tu, to tam...

Ale wracając do świąt. Oj rodzinne były i to bardzo ;) W Boże Narodzenie Lenuśke odwiedził chrzestny - Wujek Łukasz, ze swoim bratem Wujkiem Pawłem. Dojechała też Babcia, a nawet Karol z Wiktorią znaleźli drogę do nas do domku ;) było wesoło, radośnie, czyli tak jak byc powinno! Lena dosłownie wniebowzięta, Mała Gwiazdeczka nasza uwielbia być w centrum zainteresowania ;) 

Po wizycie Wujków, Lena rozbrykana totalnie, nauczyła się kilku nowych słów... Matka z tego powodu euforią bynajmniej nie tryska... :P

Drugi dzień Świąt to odwiedzinki cioci Iwony, kolejnego wujka Pawła i ukochanej Oliwii! Jak już pojechali, to Lenusia zaprezentowała swoje nowe słownictwo.... Cała sytuacja była jednak dośc komiczna, więc i Mama i Tata i Babcia nie mogli powstrzymac się od śmiechu...
Otóż Lenka dzwoniła do wujka Pawła.. oczywiście ze swojego zabawkowego telefonu... Założyła na głowę durszlak, taki do odcedzania makaronu, wzięła telefon po czym dzwoni "Halo, wujek Paweł, oddaj Olę szybko gamoniu!" Ot właśnie szkoła chrzestnego została zaprezentowana...

poniedziałek, 24 grudnia 2012

W Tę Wigilijną Jednyną Świętą noc....

Spoglądam w niebo pełne gwiazd. I szukam tej JEdynej spośród nich, co do Jezuska prowadzi mnie :)

Wszystkiego najlepszego kochani, radosnych Świąt, spędzonych w gronie najbliższych. Zdrówka i usmiechu no i śniegu :) bo u nas święta w aurze typowo jesiennej ;)

Po nadmiarze wrażeń, Lenka padła już spać. Z radości i oczekiwania na Mikołaja, zwanego po prostu "Kołajem". Prezent? Chyba przypadł do gustu, bo nie chciała się z nim rozstać ;)

Za Mikołaja przebrał się Tatko. I trzeba stwierdzić, że Dziecię nasze jeszcze małe jest, więc goga nie zorientowała się, że to Tato, ale? Ale mała obserwatorka, kiedy to rzeczony Mikołaj wychodził z domu i ubrał klapki Tatusia, minę miała, jakby chciała powiedzieć "Ej, Mikołaj, coś Ci się nie pomyliło? przecież to klapki mojego Taty!"

Z przygotowań przedświątecznych... Mama w końcu doczekała się pomocy Córci. Tacie wczoraj wpadło do głowy, że miałby ochote na szarlotkę. Mamcia przygotowała wczoraj mus, a dzisiaj, według przepisu Cioci Asi również i ciasto.  No i piekłyśmy :) Lena w końcu obietnicę dotrzymała i Mamie dzielnie pomagała. Najpierw pianę z białek ubijała, potem ciacho wałkowała... szarlotka wyszła, nawet Tato, który generalnie ani ciast, ani slodyczy nie jada stwierdził że pyszna :D

Co do fotek - zapraszamy do galerii, Mamcia za chwilkę postara sie foteczki ogarnąć i wrzucić to i owo ;)

ALbo i zdjęcia dodamy tutaj :P


 "Mama, patrz, Kołaj przyszedł, prezenty ma!"
A hit był już jak Mikołaj poszedł z prezentami do innych dzieci. Lena pyta, a gdzie "Kot Garfield?" a Tatko jej na to "Nie ma, Mikołaj zabrał kota Garfielda". Lena na to odwróciła się do okna i krzyczy "Hej, Kołaj, oddaj kota garfielda szybko!"





niedziela, 23 grudnia 2012

urlop :P

Matka dzisiaj w prezencie świąteczym dostała dzień wolnego. A właściwie pół dnia, ale nie wnikajmy w szczegóły :P
Wracając do meritum... w związku z tym, że Matka dalej z zarazą walczy, Tatko zabrał Córcię i pojechali do cioci Iwony (zwanej też Owoną) i do Oli i Babci!
wróćili prawie wieczorem, Dziecię śpiące, zmęczone... wstała przed 19, pobiegała chwilę i padła dalej. Oczywiście dzwoniąc najpierw do Babci, żeby zaśpiewać "Pscółka Maja lata sobie" :D
Matka wykorzystując chwile wolności upiekła biszkopta i zrobiła świąteczny sernik :) Tatko po powrocie umyślił sobie jeszcze szarlotkę.... Mus zrobiony, jutro ciacho jeszcze trzeba zrobić i będzie i szarlotka ;) 
Tymczasem.. Matka pada... dobranoc wszystkim :)

sobota, 22 grudnia 2012

świąteczny nastrój

świąteczny nastrój zagościł i u nas! Choinka unrana, w domu pachnie ciastkami... Lena niby obiecywała, że mi pomoże.. I pomagała, dotrzymywała towarzystwa, nadzorowała... zwał jak zwał, w każdym razie dopóki Matka ciasto mieszała, gniotła itp, asystę w kuchni miała. Po 2 h trzymania w lodówce, jak przyszedł czas na wałkowanie, wycinanie i pieczenie, tak Córcia z miejsca się ulotniła! No bo przecież Tatko choinke do pokoju wniósł, więc zaczęło się wielkie ubieranie :) Lena, podobnie jak i rok temu bombki wszelkie dzielnie Tatusiowi podawała, a Tatko wieszał, wieszał i końca nie było :P co do jednej Córunia kazała pouwieszać. Oszczędziła ino jedną, tę od cioci Asi, w której o dziwo, jeszcze mieszkają sobie cukierki ;) było ich tyle, że Lena jeszcze im rady nie dała :D
Jutro w planach sernik... Córcia też niby obiecała pomóc... zobaczymy jak jej to wyjdzie :P

piątek, 21 grudnia 2012

Mała zdrajczyni....

Mać się pochorowała. W związku z czym Tatko przygarnął Córcię do swojego łóżka, co by od Mamy zarazy nie złapała... I co? Ano to, że marnotrawna Córka na pytanie "Z kim dzisia śpisz?" odpowiada "Z Tatą"... Matka czuje się odstawiona na bok... Nie żeby mi źle z tym było... Od ponad dwóch, prawie dwóch i pół roku Matka nareszcie przesypia cale noce :D tak wiem, wredna jestem, wyrodna i w ogóle.. Ale człowiek od razu inaczej funkcjonuje... Teraz w nocy jest "Tata, piciu", "Tata, siusiu"... I Tata gania jak chce spać :D

Dzisiaj w planach było pieczenie ciasteczek piegusków made by ciocia Asia... niestety, plany musiały ulec lekkiej modyfikacji :D Matka jak się w wir sprzątania rzuciła, tak zeszło nam cały dzień... z odsuwaniem mebli, rozmrażaniem lodówki itp :P  pieczenie ciastek przesunięte zostało na jutro ;) może się uda :D

Mać się jeszcze ciutke pochwali... napisała plan pracy, wstęp i pierwszą stronę do swojej pracy pracy licencjackiej :D chciałoby się rzecz - najwyższa pora :D

czwartek, 20 grudnia 2012

Matka poległa...

Z zarazą na same święta. Ehhh... pozostało mi sprzątać, gotwać, piec... tylko najpierw trzeba Tatusiowi listę zakupów zrobić :) póki co, na dzień jutrzejszy w planach mamy trochę sprzątania i pieczenie ciasteczek - piegusków, według przepisu cioci Asi :)

Z Leny mała mądralińska się robi i Zosia Samosia. Dzisiaj Mamcia, mimo choróbska musiała do krakowa skoczyć z paroma papierkami na uczelnię. Córcia z Tatusiem została.. Oglądali bajki... Tatko mówi, że mu się oczy zamknęły na chwilkę.. a co Córcia w tym czasie? Ano Tatko sie budzi, i widzi, że Dziecię zakłada czyste majtki i rajtki... Poszła do ubikacji, ale coś jej się nie zdążyło.. więc mała samodzielna sama się rozebrała i przebrała :D

Od jakiegos czasu Leluśka będąc w kuchni i nie tylko wypowiadała dziwne słowo... ani MAtka ani Ojciec nie potrafili go rozszyfrować. Dzięki cioci Asi nareszcie się udało! Lena, będąc wczoraj w odwiedzinach u Cioci, dostała bombkę pełną cukierków. I dzisiaj rano mówi "Mama, patrz bombka ma kaciarki" czy jakoś tak. W ten właśnie sposób Mać rozszyfrowała, że chodzi o cukierki :D

Poza tym... zna się ktos na stypendiach socjalnych na uczelniach? A może to tylko moja dziwna uczelnia do stypendium socjalnego chce dochody moich rodziców? biurokracja w tym kraju i bezmyślność niektorych przepisów mnie przerastają i przerażają.... :(

środa, 19 grudnia 2012

no dobra....

No dobra Kobitki kochane! Potrzebuję sprawdzonego przepisu na ciasteczka. Maja być pyszne i w wykonaniu w miarę  łatwe jak dla totalnego laika :D 
Jedne będą (o ile wyjdą) pieguski domowej roboty, potrzebujemy coś jeszcze :)