poniedziałek, 21 października 2013

i wszystko stało się jasne...

Matka z Ojcem żyli do niedawna w błogiej nieświadomości... Że wychowują Dziecię i w ogóle... Wczoraj, czy przedwczoraj Lena wyprowadziła nas z błędu.
usłyszeliśmy: "Hej, przecież ja tu rządzę"
Pytań więcej nie posiadam, ponoć władzy podporządkować się trzeba :P
Przemilcze, że to Tatus myślał, że rządzi, posiadając atrybut władzy - pilota do tv.
No, to jednak sie mylił :P

czwartek, 17 października 2013

Wieści z domowprzedszkolnego frontu

Ano działamy z zabawami przedszkolnymi. Co prawda nie jesteśmy w stanie same poradzić sobie z niektórymi zabawami proponowanymi przez Agnieszkę i jej Smyki, bo jednak brak nam towarzystwa, ale mimo to - nie poddajemy się. 
Tydzień owoców i warzyw za nami. Lena i bez tego potrafi rozróżnic większośc podsuwanych jej owoców i warzyw. Sałatki owocowej nie zdążyłysmy zrobić, bo... Lena zeżarła jabłko, gruszkę i marchewkę. Chciała również skosztować surowego ziemniaka, na szczęście Mama w porę podała obieraczkę i poprosiła o obranie go przed gotowaniem :) Pomysł Agnieszki na wycinanki warzyw i owoców i przyklejanie ich do straganu, ciut nam się zmodyfikował. Lena i owszem wycinała. Na początku to co trzeba, a potem i batoniki i inne smakołyki układając na kupce, jako wizualna lista zakupów dla Tatusia :)
Polecamy zabawę z wyciąganiem owoców i warzyw z worka i zgadywanie przy pomocy dotyku cóż się wylosowało. Z tego ćwiczenia Młoda miała nie lada frajde!
Tydzień drugi, to spacery i szukanie jesieni. I liście! zbieractwo na szeroką skalę i znoszenie do domu. układanie, przekładania, przyklejanie, zbieranie i zrzucanie na podłogę i patrzenie gdzie który pofrunie :) Dzięki tym liściowym zabawom, Mama zauważyła, że Lenka nareszcie zrozumiała różnice w pojęciach mały/duży. Wczesniej określenia te były używane przypadkowo. Teraz dokadnie wie, co które znaczy. Nauczyła się też rozróżniac liście. Nie tylko ze względu na kolor ("Mama, ten jest w kolorze słonka, a ten trawy"), ale wczoraj tłumaczyła Tatusiowi, że ten jest z klonu a ten z dębu. :) Tatko do kompletu dołożył dziecku orzech i olchę, ale nie wiem czy zapamiętała :)
Tydzień trzeci, to grzybyyy. Tu przyznam szczerze, że dziecko wiedzę swoją grzybiarską zdobywa już od czasu jakiegoś jeżdżąc z Tatkiem i Guzikiem dość regularnie do lasu. Rozróżnia kanie, opieńki, zajączki... Wie, że muchomor sromotnikowy ładnie wygląda, ale się go nie zbiera, bo jest trujący. Z lasu znosi również szyszki i liście. Tylko kasztanów nie mamy :( Mama nie znalazła jeszcze w okolicy kasztanowca niestety :(

Tyle krótkiego podsumowania. Jeszcze dodam, że pamięc Leny jest zdecydowanie... za dobra :P
Obok wierszyka o jeżu, oczywiście zapomniany przez Mamę ślimak z serem na pierogi. I piosenka o kotku! Niestety, ktoś nauczył Lene wersję... ciut inna.. Tzn. "Wlazł kotek na płotek i zrobił kupke". Nie wiem kto, ale jak dorwe, to uszy poobgryzam! 

czwartek, 3 października 2013

Wierszyk

Lena nauczyła się, a dokładniej Mama nauczyła Lene wierszyka.
"Idzie jeż, idzie jeż, może Ciebie pokłóć też.
Pyta wróbel, Panie Jeżu, po co igły na kołnieżu?
Mam ja igły, ostre igły by mnie wróble nie ostrzygły".

Lena zadowolona, chętnie mówi ze mną wierszyk, a dzisiaj - rozpędziła się i mówi sama:
"Idzie jeż, idzie jeż,może Ciebie pokóć też. Pyta Gubel, panie jeżu, po co te igły a kołnieżu? Mam ja igły, ostre igły, by mnie guble nie strzygły"
Mama zadowolona i dumna mówi do LEny "To teraz idź do Taty i też mu wierszyk powiedz, Tata będzie sie cieszył i będzie ci brawo bił". No, to poszła. Powiedziała. "Wierszyk. Wierszyk o jeżu. No! Tata bij mi brawo"

No cóż, nad precyzją wypowiedzi chyba muszę popracować. Przynajmniej dopóki dziecko nie przestanie traktować tego co się mówi aż tak dosłownie :D

sobota, 28 września 2013

Domowe Przedszkole.

Miało być przedszkole. Takie tradycyjne, z paniami wychowawczyniami,  z dziećmi, bez Mamy. Nie wyszło. Mama wie jedno, w następnym roku składamy podanie do naszego przedszkola, bez obiecanego pewnego miejsca, za to ze znaną od początku opłatą i wszelkimi innymi warunkami :)
Trochę Mamie smutno, bo Lenka cieszyła się, że do przedszkola, do dzieci pójdzie. No, ale... załamana z powodu spędzenia kolejnego roku z Mamą w domu bynajmniej jednak nie jest.
Nie zamierzamy jednak próżnować. Dzięki uprzejmości Agnieszki, Mamy dwóch przewspaniałych smyków - MArtynki i Tomaszka (rówieśnicy Lenki), będziemy przynajmniej częściowo - na tyle, na ile będę w stanie realizować to, co uczyłaby się Lena będąc w prawdziwym przedszkolu. 
Pomysły i inspiracje będziemy czerpać pełnymi garściami od Ciebie, Agnieszko i bardzo serdecznie dziekujemy za stworzenie "Domowego Przedszkola" :)
Dla wszystkich ciekawych i zainteresowanych, polecamy zaglądnąć do Agi i Dzieciaków, Kreatywnik  to prawdziwa skarbnica zabaw kreatywnych, w jakie można bawić się z dziećmi w warunkach domowych, dbając jednocześnie o prawidłowy rozwój maluchów.   

niedziela, 22 września 2013

Podróże. Te małe i te duże.

Tym razem na warsztat podróże małe. 
Jeżdżąc busem do Krakowa za każdym razem przejeżdżamy z Lenką przez most. "Mama patrz, woda! rzeka jest!" "tak, Lenusiu, to Wisła" "Mama, czemu Wisła?" czemu, lub dlaczego, to dwa ulubione pytania Leny w ostatnim czasie. Ci, co mają okazję dość często przybwac z Lenką wiedzą, że co by się nie powiedziało i tak usłyszy się "czemu, aczego?". Jednak kiedy pytania te zada się Lenie - na 99,99% można spodziwać się odpowiedzi "Bo tak" albo "Bo nie". I na tym Dziecię dyskusje wszelkie ucina!
Wracając jednak do Krakowa, busa i Wisły. Otóż, Wisłe pokonujemy mostem Dębnickim, z którego widok na Wawel jest po prostu idealny. Zamek widać jak na dłoni. Wiele razy opowiadałam Lence o zamku, że tam mieszkał król i królowa i że u stóp zamku stoi smok ziejący ogniem. Ale dosyć samego gadania, tłumaczenia i odpowiadania na pytania dlaczego. Postanowiłam Dziecięciu wszystko pokazać. Oj piesze wędrówki po Krakowie są piękne. A jeszcze piękniej Córcia pada po nich wieczorem w łóżku i śpi sobie spokojnie :)
Ale... wracając do smoka. W zeszłym tygodniu poświęciłyśmy sobie dwa dni na spacerowanie po Krakowie. Środa - herbatka u cioci Asi, a następnie spacer... od pl. inwalidwów, do mostu Dębnickiego, zejście nad Wisłe i wzdłuż rzeki pod zamek, a dalej przez most Grunwaldzki do Tatusia :) Z postojem przy zamku. A dokładniej - to na tapetę poszedł smok. Świetny był. Młoda chętnie na ogromnego kamlota wlazła. Smoka, a raczej "Foka" po łapce głaskała... I niby wiedziała, że smok ogniem zieje... ale jak buchnął ogniem, tak Lena na smoka fochem rzuciła! Było tylko "Mamo, Mamo, Mamo" i juz Dziecka na kamieniu nie było. Ba! co tam na kamieniu! od razu uciekać chciała! Byle jak najdalej. Z bezpiecznej odległości pozwoliła łaskawie poczekać i zobaczyć co to się właściwie dzieje. I smok juz jest okej, byle na odległość :P
Dwa dni później postanowiłyśmy znowu pojechac do Krakowa. Tym razem na tapetę poszedł Wawel! LEna od samego rana opowiadała Tatusiowi, że ona idzie na zamek i będzie szukała króla i królowej. Nie znalazła. Ale zdziwiona była, że tyle ludzi pląta sie po dziedzińcu. A jeszcze bardziej zdziwioną minę miała, jak jedna pani turystka zwróćiła się do Lenki "You are so pretty small lady". Mina? w stylu "ale pani mnie nie obraża prawda?"
Jeszcze fotka Leny cwaniaka, kiedy to smok jeszcze ogniem nie zionął ;)

I mina - w stylu - Mama, jak chcesz to masz, uśmiechnę się :P

sobota, 7 września 2013

jak ten czas leci....

Pędzi, leci nie wiadomo gdzie. PRzeciez dopiero co Lenusia się urodziła, a tu już minęły 3 lata od chwili, kiedy mały łobuziak wkroczył w nasze życie. Przez te trzy lata wiele się zmieniło, szczególnie Lenka. Urosła, zaczęła gadac, samodzielnie się przemieszczać, pyskować, czy wręcz kłócić się z Rodzicami. Lenka ma własne zdanie, które stara się wyegzekwować od otoczenia. Rośnie nam radosna, usmiechnięta, pewna siebie Kobitka. Wie czego chce, stara się konsekwentnie dążyć do celu. 
Tak wyglądała Lenka 3 lata temu:


Już wtedy było widać, że rośnie nam niezłe ziółko ;) jeszcze siedziec nie potrafiła, a umiała już demolke w łóżeczku zrobić :) Teraz robi demolkę i zamieszanie w okół siebie na zdecydowanie większej powierzchni :)

Dla porównania - tak wygląda Lenka dzisiaj :)

 I jeszcze tegoroczny maminy wypiek - miała być "Bolonka", ale Mamcia w trakcie fazy logistycznej zmieniła koncepcję :) Tort "Kólik" jak to stwierdziła Lenka. Radosna twórzość Mamy, opierająca się na połączeniu różnych przepisów :)
Oto efekt:

 W tym roku podczas przygotowania torcika pomagał Wujek Łukasz. Swoją droga obiecał, że w przyszłym roku robi torta razem z Mamcią ;) Wujek, trzymamy za słowo! I dziękujemy za tegoroczną pomoc ;) na przyszły rok w takim razie wymyśle coś specjalnego :D


poniedziałek, 2 września 2013

Fotki z gór :)

Mamcia dostała maila z kilkoma fotkami. Chwalimy sie zatem :)

Wygłupy z Wujkiem Pawłem na polu namiotowym, lub jak to mówi Lenusia "amiotowym".



I już na szlaku :) brakuje tylko cioci Magdy, która nie rozstawała się z aparatem :)


Górski strumyk w wąwozie Homole. Lena zamoczyła ręce "Mama, jaka zimna boda!"


W drodze do wąwozu - wszystkie kamienie były Lenki :) 

 I drzewa zresta też :)

 No i "gólyyyy, mama gólyyy, patrz mama!"


I skałki, za jakiś czas chyba Lenka zacznie wspinac się z ciocią Magdą i wujkiem Pawłem :) bo skałki jakoś szczególnie jej się spodobały :)



 I na koniec jeszcze Szczawnica. W tle fontanna. Lenka wrzuciła pieniążka do fontanny, więc na pewno jeszcze tam wrócimy :) Jednak następnym razem - mama ominie pijalnię wód, tym razem sie skausiliśmy. Matka na Józefinę, a Tatko na Józefa i potem jeszcze chyba Jana. Oj jaka słona ta woda, okropna, niedobra... ale.. ponoć to co dobre nie zawsze jest zdrowe :)