czwartek, 4 lipca 2013

Spóźnione "wiosenne" porządki :P

 Ojjj... Matka się zapuściła z blogiem totalnie. Pusto tu jak.... może jednak nie będe się wyrażała :P

Tak dawno nas tu nie było, że nawet nie wiem od czego zacząć. 
Wakacje są. Pogoda (po kilkudniowym załamaniu) podniosła się z kolan i zdecydowanie nas rozpieszcza. Szkoda tylko, ze basen szlag trafił i chwilowo mamy tylko taki w rozmiarze sporej kałuży. Lenie wystarczy, natomiast Matka z Ojcem muszą się obejść smakiem. Ale oby niedługo. Tatko juz basen upatrzył, trzeba tylko po niego do Krakowa pojechać :P

Z Lenki zrobiła się już Panienka wielką gębą. Rozgadana, rozśpiewana... już bardziej przedszkolak a nie dzidziuś mały :) Zakochała się w czytaniu książek. I tak średnio ją interesuje, że Matka po przeczytaniu stron kilku głos traci. Ba! Powiem więcej, w nosie to ma! Czytamy więc, co zrobic mamy....

Mówienie nam się rozwinęło.. już nie ma "kompela" a jest komputer. nie ma "halołki" a jest "tefon". Nadal jednak jest "kepuć" (keczup), po zjedzonym posiłku Lenka mówi "dziękuję, ajadałam się już". Umie powiedzieć bób, ale w rzece pływa "blóbl" (bóbr :D). 
Na rowerze jeździ zupełnie samodzielnie (z bocznymi kółkami oczywiście). Ba! Nawet można już razem z nią jeździć. Fakt, że Matka jadąc obok na swoim rowerze nie raz musi z niego w biegu zeskakiwać i z lekka korygować tor jazdy latorośli (szczególnie, jak Lenka z górki jedzie). Na dłuższe wycieczki jeszcze szans nie mamy, bo Lena za bardzo zainteresowana jeszcze jest wszystkim wokoło... a to jak Mama obok jedzie, a to ptaszki latają, a to żabka gdzieś drogą skika... Rzeczy absorbujących uwagę jest nadal zbyt wiele, ale :D z czasem dojdziemy do wprawy ;) 

Jeździmy też na rolkach. Chociaż w tym wypadku jeździmy, to chyba jednak ciut na wyrost powiedziane :P Równowagę Lenka utrzymuje już całkiem dobrze. Niestety, z samą jazdą jeszcze nie za bardzo wie o co chodzi (chociaż po ostatnim wspólnym jeżdżeniu z Oliwią, zaczyna coś próbować). Nadal jednak chce, żeby ją za rękę trzymać... i generalnie kończy się na tym, że Matka, Ojciec, lub oboje robią za siłę pociągową dla Dziecięcia. Ale lajt, z czasem dojdziemy do wprawy, a wtedy Matka postanowiła, że też zainwestuje w rolki i będziemy jeździły razem ;)

A po ostatnim weekendzie, wygląda na to, że Lenuśkową pasją będą również konie. W niedzielę jeździła na kucu. Przy pierwszej przejażdżce zarzuciła fochem na Babcię, że nie pozwoliła jechać na dużym koniu. Potem był foch, że już musi z kuca zejść... po czym? przyleciała do domu po Matkę i Ojca (i nowy zapas kasy :P ) i zaciągnęła i nas i naciągnęła na przejażdżkę :) zresztą.... nawet fotke mi się udało zrobić. Mina niezadowolona - bo Pani powiedziała, że trzeba zejść, bo konik musi chwilkę odpocząć 



I jeszcze mały przegląd foteczkowy na koniec. Może Lena mi kiedys głowy za to nie utnie, tym razem przycinanie grzywki jakby.... nam nie wyszło :P

Tu jeszcze sprzed "cięcia" grzywki, Lenka z Siostrą kontra opelek Tatusia :)




A żeby nie było, że tylko wojuje w autku... Lenka pomaga Tacie szykować Opelka przed wyjazdem do Antosia :)



Makijaż made by Lenka. Ktoś chętny?



i jeszcze - patent Leny na jeżdżenie rowerem....







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz